OPIESZAŁOŚĆ, ZANIECHANIE, A MOŻE USTAWKA?

Odnoszę wrażenie, że gdyby nie aktywność Radnego Stanisława Bartczaka, to na stronie internetowej urzędu Miasta w zakładce BIP, pewnie nudą by wiało. Dobrze, że takiego Radnego mamy, bo przynajmniej nuda nam nie grozi. W swym ostatnim zapytaniu wraca do sprawy lokalu dzierżawionego na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej cukierni „Francja Elegancja”. Przypominam, że ów lokal wynajmowany był i jak się okazuje, nadal pozostaje we władaniu szwagierki Burmistrza. Pisałem o tym na łamach http://klodzko.prawdapress.info/zamiecione-pod-dywan/ i http://klodzko.prawdapress.info/pogonic-to/ w felietonach „ZAMIECIONE POD DYWAN” i POGONIĆ TO!”, publikowane początkiem grudnia ub. roku.

Teraz będzie przetarg – odpowiadał włodarz miasta na Sesji Rady Miejskiej na zarzut bezprzetargowej umowy dzierżawy lokalu, za śmiesznie niską cenę, na okres 3 lat, w dość atrakcyjnym miejscu w ciągu ulicy Grunwaldzkiej. Jaki stan rzeczy mamy dzisiaj? Ano taki, że pomimo zakończenia okresu umowy najmu, lokal nadal pozostaje w użytkowaniu szwagierki. Widać miniony dwumiesięczny okres był zbyt krótki, aby władze miasta mogły uruchomić właściwą procedurę i doprowadzić do najwłaściwszego rozwiązania tej, co by nie powiedzieć, bulwersującej i wciąż budzącej wiele kontrowersji sprawy.

Zasadnym staje się postawienie pytania, czy Burmistrz Miasta Kłodzka w należyty i właściwy sposób nie tylko nadzoruje, ale przede wszystkim sprawuje należytą pieczę nad powierzonym Jego urzędowi mieniem publicznym, o dbałości dochodów budżetu Miasta nie wspominając. Ten stan rzeczy w bardzo niekorzystnym świetle stawia nie tylko operatywność, kreatywność, czy transparentność działania władzy kłodzkiego samorządu. Swoją drogą szkoda ogromna, że właściwie niewielu Radnych dostrzega mankamenty występujące w kłodzkim ratuszu. Z niecierpliwością oczekuję odpowiedzi na zadane przez Radnego Bartczaka zapytania. Z już zadanych wyłania się niepokojący obraz, dający podstawę do formułowania zastrzeżeń o występowaniu zakrojonej na szeroką skalę prywacie. Pożyjemy, zobaczymy.

Wracając do sprawy dzierżawy lokalu „Francja Elegancja” zadaję sobie pytanie. Z czym mamy do czynienia. Opieszałością, zaniechaniem, czy ustawką? Stawiam hipotetycznie na ustawkę. Taka formuła najmniej uderza w szwagierkę Burmistrza. Pewnie nie ma umowy. Prawnie,  byłby to przypadek bezumownego korzystania z rzeczy. Dalej płacona będzie śmiesznie niska cena dzierżawy lokalu, a czas jego zajmowania będzie tak długi, jak długo miasto nie zakończy procedury związanej z wyłonieniem w drodze przetargowej potencjalnego dzierżawcy. Wcale nie znaczy, że nie może być nim ponownie szwagierka. Zresztą nie o to w tym chodzi. Nie można również zapominać o ustaleniach w sprawie ewentualnych roszczeń dotychczasowego dzierżawcy. To wszystko wymaga czasu. Im dłuższy, to w tym stanie rzeczy dla szwagierki korzystniejszy.

 O jednym zapominać nie należy. O słowie danym przez Burmistrza. Teraz będzie przetarg. Okres umowy dzierżawy minął, a sprawa nadal bez należytego załatwienia pozostaje. Dziwi mnie to bardzo, bo komu, jak komu. To Burmistrzowi powinno zależeć na tym najbardziej, aby już nikt do sprawy dzierżawy lokalu przy ulicy Grunwaldzkiej nie wracał.

                                                                                                 Zygmunt Jakubczyk

JUŻ SIĘ BOJĘ

Ledwie, pojawił się na stronie internetowej mój felieton „IDZIEMY PO WAS”, otrzymuję sms o treści „Niestety nie jestem pod wrażeniem pańskich nierzetelnych felietonów. Mam pytanie Panie Zygmuncie czy pozwać Pana czy wydawcę? Może naraz dwóch. Do zobaczenia w sądzie”.  

Pomyślałem, dlaczego nierzetelny? Czyżbym nieprawdę napisał? Poczułem gęsią skórkę. Sąd, pozew, aż strach się bać. Pomyślałem też, że ten sms wcale, a wcale kulturalny jest. Ja facetowi w szkodę wlazłem, a ten do mnie Panie Zygmuncie, czy pozwać Pana, a może naraz dwóch. Zachodziłem w głowę, kto jest nadawcą sms.

Już wiem, ale nie powiem. Spytam tylko o jedno. Dlaczego nierzetelny? Wszak felieton oparty jest na odpowiedzi udzielonej w trybie dostępu do informacji publicznej, sygnowany podpisem osoby z upoważnienie samego burmistrza. I tu przestałem się bać, bo jeśli ja nieprawdę napisałem, znaczyłoby, że udzielona odpowiedź na nieprawdzie oparta jest. Co do spotkania w sądzie odpowiedzieć mogę. Dziękuję za zaproszenie. Niestety nie skorzystam i to tylko dlatego, że najprawdopodobniej i tak się w sądzie spotkamy. Tyle, że w nieco odmiennych rolach. Zapraszający, pewnie w celu złożenia wyjaśnień. Ja, jako sygnatariusz złożonego w Prokuraturze w Kłodzku Zawiadomienia o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa.

Przy okazji dopowiem nadawcy sms, że czuję się zmuszony do rozszerzenia złożonego Zawiadomienia o element prawdopodobnego zastosowania dumpingowej ceny na wynajem samochodu. Tu wyjaśnienia słów kilka. Odsłuchałem nagranie z Sesji Rady Miejskiej z dnia 30.01.2020. Na zapytanie Radnego, czy każdy obywatel Kłodzka będzie mógł wynająć auto za 256 zł/miesięcznie brutto (30 krotnie mniej niż w firmie wynajmującej), które Burmistrz wynajmuje, z dopowiedzią, że pewnie jest to cena dumpingowa, Burmistrz Miasta Kłodzka odpowiada. Zapraszam pana do wynajmu. Teraz nie wiem, czy propozycja wynajmu skierowana jest tylko do Radnego, czy do wszystkich mieszkańców Kłodzka. Na wszelki wypadek zwrócę się do ZAMG z pismem o rezerwację od dnia 2 kwietnia 2020 roku rzeczonego samochodu na moje potrzeby. Jakby ktoś pytał, dlaczego nie od dnia 1 kwietnia, odpowiedzieć mogę jedno. Nie chciałbym, aby moja prośba nie została uznana za primaaprilisowy żart.

Wracając do bardzo istotnego w zadanym przez Radnego pytania, zwracam uwagę na nowy pojawiający się wątek. Pojęcie dumpingowej ceny wynajmu. Warto zapytać, czy rzeczywiście cena wynajmu pozostanie taka, o jaką Radny pytał? Definicja dumpingu ceny, to sprzedaż produktu po cenach niższych niż koszty jego wytwarzana, bądź po cenach niższych, takiego samego produktu oferowanym na rynku krajowym

Przestrzegam! Stosowanie dumpingowej ceny, jest działaniem na szkodę właściciela. Nie można zapominać, że tym właścicielem, kolokwialnie mówiąc, jest mieszkaniec Kłodzka. Nie chcę wierzyć w to, aby Burmistrz Miasta Kłodzka, chciał na szkodę mieszkańca działać. Przecież tak bardzo „Lubi Kłodzko”. Jeśli faktycznie mamy do czynienia ze stosowaniem dumpingowej ceny, to z przykrością konstatuję. Zapewnienie Burmistrza o głębokiej chęci zasilania budżetu spółki miejskiej ZAMG w bajeczkę dla grzecznych dzieci się zamienia albowiem może być tak, że zastosowana cena w istocie rzeczy spółce miejskiej – miastu, stratę przyniosła. I tak z pieczołowicie budowanej narracji o wspaniałomyślnym Burmistrzu, wspomagającym finansowo miejską spółkę, wyłania się życiowe cwaniactwo, jak piastując publiczne stanowisko na innych żerować można. Nadawco sms-a. Nie dziwi mnie, że nie jesteś pod wrażeniem moich felietonów. Gdyby o mnie tak pisali, też bym nie był.

                                                                                               Zygmunt Jakubczyk

ZAWIEDZIONE NADZIEJE

Chcecie wierzcie. Chcecie nie wierzcie. Choć byłem jednym z tych, którzy organizując Referendum w 2012 o odwołanie Burmistrza Bogusława Szpytmy i Rady Miejskiej, (jak mniemam) znacząco przyczynili się do jego porażki wyborczej w wyborach samorządowych na Burmistrza Miasta Kłodzka w 2018 r. Żywiłem nadzieję, że wybór jego osoby na radnego Rady Miejskiej, przyniesie miastu znaczące ożywienie zarówno w sferze polityki gospodarczej, jak i społeczno-organizacyjnej.

Nadzieja ta wywodziła się z założenia, że kto, jak kto, ale właśnie On, mając mieszkańcom Kłodzka wiele do udowodnienia, że miastem można zarządzać nie tylko racjonalnie i z perspektywą rozwoju, ale przede wszystkim bez partyjniactwa i lokalnych koterii, przynajmniej starał się będzie, aby to udowodnić. Bardzo liczyłem na to, że będąc niekwestionowanym liderem grupy radnych, stworzy na forum Rady siłę kontrolującą wszelkie poczynania władzy lokalnej, ze szczególnym uwzględnieniem wszystkich tych poczynań, które w powszechnej opinii mogą być uznawane, za nieprawidłowe i naganne.

Poczułem dość duży zawód. Wynika on z braku reakcji owej grupy radnych na nominowanie nowego członka Rady Nadzorczej spółki będącej własnością gminy. Decyzja obecnego Burmistrza podjęta została nie tylko bez zasięgnięcia opinii Rady i z naruszeniem dobrego obyczaju, ale bez racjonalnego uzasadnienia, o zgodzie nie wspominając. Miało być tak pięknie, przejrzyście i uczciwie, a jest jak zwykle. Czyżby ciężar przedwyborczych frazesów przytłoczył do tego stopnia, że usadowiwszy się wygodnie i głęboko w radcowskich fotelach uznano, że dla przytulenia niewielkiej diety, ciężar zbyty duży i wysilać się nie warto. Takie założenie i postawy byłyby dla mieszkańców miasta, delikatnie mówiąc, mało obiecujące, a nawet pesymizmem wiejące.

Próbuję znaleźć przyczynę tego stanu rzeczy. Jedyne nasuwające się wytłumaczenie to, duża absorpcja zaangażowania w kampanię wyborczą, najpierw do Parlamentu Europejskiego, później krajowego. Żywię nadzieję, a właściwie chciałbym ją żywić, że nazwijmy to, chwilowe zawirowanie, spowodowane powyżej podanymi przyczynami wyborczymi, jest za nami. Powiedziałbym, weźcie się w garś!

Przed Radą stają wcale nie małe problemy, które już dziś trawią i zapewne trawić będą miasto przez najbliższe miesiące. Wystarczy przeczytać Gazetę Kłodzką, w której, jak na patelni podane są sprawy włos na głowie jeżące.

 Ot, choćby taka. „Obyczajówka w magistracie”. Naprawdę mało obchodzi mnie to, czy Burmistrz kocha swoja żonę, czy już kochać przestał. Interesuje mnie natomiast to, że za brak małżeńskiej miłości, konsekwencje najprawdopodobniej ponieść ma siostra żony Burmistrza-szwagierka. Tu pytanie, dlaczego? i jakie miałoby być tego merytoryczne uzasadnienie, że głośno w magistracie mówi się o zakończeniu umowy najmu lokalu, w którym szwagierka prowadzi działalność gospodarczą. Jedno w tym wszystkim musi być pewne. Prywatne sprawy Burmistrza i idące za tym rodzinne rozgrywki nie mogą i nigdy nie powinny być przenoszone na forum Urzędu Burmistrza, bo ten nie jest jego prywatnym folwarkiem.

Powtórzę! Weźcie się w garść i brońcie miasta przed postępującą prywatą obecnego Burmistrza Michała Piszki.

                                                                                                  Zygmunt Jakubczyk

Śmierć zupełnie niepotrzebna

Niektóre historie, są na tyle ważne, że warto je, nawet po upływie pewnego czasu, publicznie relacjonować.

W maju 2018 roku na krytej pływalni w Kłodzku, zdarzył się tragiczny wypadek. Wskutek zbiegu nieodpowiednich okoliczności, zmarł na drugi dzień po wypadku młody człowiek. Winą za tą tragedię dyrekcja pływalni a następnie prokuratura, obciąża jednego z ratowników.

Po uważnym przeanalizowaniu materiałów dotyczących tego tragicznego wydarzenia nie trudno, oprzeć się przekonaniu, iż obarczenie winą i błędem ratownika ma jedynie na celu pozakrywać niekompetencje, wręcz nieudolność i niefachowość w zarządzaniu kłodzką pływalnią przez pana dyrektora, Konrada Stańczyka-Biernackiego a także zaciemnić jego beztroskę, i lekkomyślność jaką wykazał się przed wypadkiem i po wypadku. Natomiast jego bezpośredni przełożony, pan dyrektor ZAMG,Tomasz Pełyński nie widzi problemu.

Zauważalne jest, iż dyrektor pływalni usiłuje po tym wypadku robić wrażenie człowieka przebiegle aktywnego a jego przemyślne wypowiedzi robią z niego sprytnego fachowca. Nie mówi prawdy o organizacji pracy ratowników a jego nieudolnie konfabulacje z czasem się odsłaniają. W świetle zaistniałych faktów widać, jak na dłoni, iż zrzucanie winy za wypadek i śmierć młodego człowieka na jednego z ratowników kłodzkiej pływalni, jest brutalną próbą znalezienia kozła ofiarnego. Warto zauważyć, iż poszkodowany był osobą wysportowaną umiejącą pływać i nurkować na bezdechu długie odległości, którego dążeniem było zostać żołnierzem Legi Cudzoziemskiej.

Historia ta przypomina mi przygody Euklidesa z powieści Stefana Themersona, który był osłem. Euklides nie Themerson. Otóż, Pan dyrektor Stańczyk- Biernacki a także oskarżyciel publiczny, prowadzący tą sprawę, zaprezentowali, nad czym szczerze ubolewam, obraz rozpadu logiczno-racionalistycznej wizji świata, którym w rzeczywistości rządzą chaos przypadku i naga, bezrozumna siła.

Sprawa jest interesująca, ponieważ rodzi się podejrzenie, że ktoś oprócz dyrektora pływalni, chce zachować w cieniu przeszłość, nomem omen, Stańczyka, który jak nasz legendarny średniowieczny błazen, tyle tylko, że mało dowcipnie i wcale nie szyderczo, zakpił sobie ze swojego władcy, Michała Piszko, burmistrza Kłodzka i jego dworzanina, Tomasza Pełyńskiego, szefa ZAMG.

Pan Stańczyk-Biernacki to, umiarkowanie bezbarwna postać, mimo, iż ma przeszłość mroczną. Mroczną dla niego, ale tragiczną dla jego podopiecznej, która ponad dziesięć lat temu, będąc pod jego opieką instruktorską uległa tragicznemu w skutkach wypadkowi podczas kursu wspinaczkowego, który jako instruktor prowadził, pan Stańczyk-Biernacki. Dziewczynka wówczas, dzisiaj dorosła kobieta, od chwili wypadku porusza się na wózku inwalidzkim. Niepokojące jest to, jakim cudem człowiek, który ma taką przeszłość, bez kwalifikacji zawodowych i referencji otrzymał umowę na zarządzenie naszą miejską pływalnią.

Nawiązując do tematu Panie Burmistrzu, Michale Piszko, Panie Prezesie Tomaszu Pełyński – wiem że kierownicze funkcje, są lepiej płatne, jednakże na miłość boską, człowiek przez waszą krótkowzroczność i lekkomyślność przy mianowaniu dyrektorem pływalni pana Konrada Stańczyka-Biernackiego – stracił życie. Na domiar złego wasz nominat nie umiał antycypować w tych tragicznych zdarzeniach. Według mnie, są w Kłodzku ludzie posiadający wykształcenie i referencje do zarządzania pływalnią.

Pan Konrad Stańczyk-Biernacki z wykształcenia, jest tylko technikiem leśnikiem i miał ambicje ukończyć kurs menadżerski. Czyżby ten intelektualny wysiłek, wystarczył panie Prezesie Tomaszu do tego, aby powierzyć mu stanowisko dyrektora pływalni? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam bez komentarza.

Niestety, pan Konrad nie posiada także kalifikacji zawodowych, czyli ukończonych kursów z zakresu ratownictwa wodnego. Jest, jedynie młodszym ratownikiem, co pozwala mu na bycie, zaledwie – asystentem ratownika nie uprawniając go do pracy zarobkowej. Nie posiada także doświadczenia w sposobie organizowania pracy w zarządzaniu nieruchomościami lub zarządzaniu zasobami ludzkimi.

Skutkiem braku tej podstawowej, elementarnej wręcz wiedzy, jest zła, wręcz naganna organizacja pracy. Zwłaszcza w zakresie przestrzegania przepisów BHP, w szczególności dotyczących wentylacji, hałasu oraz oświetlenia w hali basenowej. Szereg drastycznych naruszeń przepisów przez dyrektora pływalni, koniec końców, doprowadził do tragedii. Życie stracił młody człowiek. Ale w żadnym, razie za ten wypadek ze skutkiem śmiertelnym, nie ponosi winy oskarżony o niedopełnienie obowiązków ratownik.

To dzięki jego i pozostałych ratowników, szybkiej reakcji i umiejętnościom, przywrócono czynności życiowe Adamowi R. Przybyły na miejsce lekarz medycyny potwierdził, że tylko dzięki ich profesjonalnemu działaniu, Adam R. opuścił, co prawda na noszach, ale żywy, kłodzką pływalnię. Zmarł dopiero na drugi dzień w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że nie utonął, lecz zmarł na wskutek niewydolności organizmu. Być może powodem zasłabnięcia w basenie było za wczesne wejście do basenu po saunie i przeforsowanie organizmu długim przebywaniem pod lustrem wody oraz jego historia chorobowa.

Analizując uważnie taktykę oskarżyciela publicznego dochodzę, do wniosku, iż zarzuty dla ratownika zostały nie za bardzo przemyślane. W tej sprawie krajobraz prezentowany przez dyrekcję pływalni i prokuraturę, usilnie próbuje, być zamglony w oparach chloru.

Niestety, nie podzielam zarzutów i opinii oskarżyciela publicznego w sprawie wypadku z dnia 10 maja 2018 roku – moim zdaniem ratownik to, też człowiek, który nie jest w stanie skoncentrować uwagi na czynnościach obserwacji i obsługi urządzeń basenowych, którymi obarczył go dyrektor pływalni.

Pan prokurator, prowadzący dochodzenie w tej sprawie, przypomina mi średniowiecznego alchemika, któremu zapodział się gdzieś kamień filozoficzny a jego działaniami rządzi filozofia spekulatywna, mająca w dodatku naturę zdolną, jedynie do odtwarzania, nie do końca sprawdzonych faktów i ich przyczyn.

Myśl ta popchnęła mnie do rzeczy ryzykownej. Otóż ośmieliłem się zadać Prokuraturze Rejonowej w Kłodzku kilka pytań, które prezentuję poniżej.

Prokuratura Rejonowa w Kłodzku
ul. B. Chrobrego 20
57-300 Kłodzko

Dotyczy: Wypadku na krytej pływalni w Kłodzku, jaki miał miejsce w dniu 10 maja 2018 roku.

            Prawdapress zbierając materiały do publikacji artykułu dotyczącego wyżej wspomnianego wypadku prosi, zgodnie z Ustawą Prawo Prasowe, o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy, prokuratura wszczęła swoje dochodzenie z mocy prawa, czy też, otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia przestępstwa? Jeżeli otrzymała takie zgłoszenie to, kto był jego autorem.
  2. Czy, Dyrektor basenu pan, Konrad Stańczyk-Biernacki, posiadał w chwili wypadku, wymagane prawem wykształcenie i uprawnienia niezbędne do kierowania takim obiektem?
  3. Dlaczego, nikt nie zwrócił uwagi na fakt, iż po wypadku zarządzający pływalnią pan Biernacki, nie zwrócił się do Policji z żądaniem zbadania wody na okoliczność zawartości chloru, co w przypadku znacznego przekroczenia jego normy, mogło być jedną z przyczyn wypadku? 
  4. Czy, prawdą jest, iż sekcja zwłok Adama Rynkowskiego wykazała w jego organizmie zawartość środków psychotropowych i innych substancji chemicznych, które mogły mieć wpływ na stan zdrowia i sprawność psychofizyczną pana Rynkowskiego?
  5. Ratownicy pełniący w owym czasie dyżur na pływalni przywrócili czynności życiowe panu Adamowi Rynkowskiemu i przekazali go żywego ratownikom medycznym i służbie zdrowia, która nie była wstanie skutecznie zachować go przy życiu. Czy, prokuratura, z racji tego, że pan Rynkowski zmarł nie na pływalni, tylko w szpitalu podjęła czynności wobec pracowników służby zdrowia, mające na celu wyjaśnienie, okoliczności jego śmierci?
  6. W czasie tego tragicznego wypadku na hali basenowej był obecny ratownik pan Cezary W., który podczas nieobecności drugiego ratownika, jak stwierdza ekspert, grał w piłkę i nie zwracał uwagi na to, co dzieje się w części sportowej pływalni. Czy, również jemu zostały postawione zarzuty? Jeżeli nie to, dlaczego.
  7. Czy, prokurator prowadzący dochodzenie, zlecając pani Michniewicz sporządzenie opinii, zadał jej pytanie, czy jest na liście biegłych sądowych? Jak dowiedziała się Prawdapress, kadencja pani dr. Iwony Michniewicz, jako biegłego sądowego, która opiniowała całe zdarzenie, zakończyła się w roku 2017.
  8. Czy, Prokuratura posiadała wiedzę o praktyce zawodowej pani dr. Iwony Michniewicz w zakresie jej doświadczenia praktycznego dotyczącego ratownictwa wodnego? Czy, wiedza pani doktor, jest jedynie teoretyczna?
  9. Dlaczego z listy biegłych sądowych wybrano biegłego, któremu zakończyła się kadencja i dlaczego był on z Kalisza?
  10. Dlaczego, Prokuratura nie powołała biegłego z zakresy nurkowania?
  11. Dlaczego, nie został powołany biegły z zakresu BHP, który mógłby określić wymogi ryzyka zawodowego dla ratowników wodnych, to jest, uciążliwość hałasu, oparów, substancji chemicznych zawartych w wdychanym powietrzu, temperatury powietrza i stresu?
  12. Czy, Prokuratura zwróciła uwagę na fakt, iż Dyrektor pływalni nie stworzył właściwych, zgodnych z przepisami, warunków pracy dla ratowników?
  13. Czy, Prokuratura wzięła pod uwagę, iż Dyrektor zatrudnił tylko dwóch ratowników na obiekcie, gdzie minimum określone w przepisach mówi o, co najmniej trzech ratownikach.?
  14. Czy, pan Prokurator, który prowadził dochodzenie miał wiedzę, że ze względu na oszczędności wentylacja na pływalni, jest cyklicznie wyłączana, co może mieć bardzo duży wpływ, nie tylko na samopoczucie klientów, ale także, co niezwykle istotne, na samopoczucie i percepcję wzrokową ratowników przebywających w dusznej, wypełnionej wyziewami chloru, atmosferze przez osiem godzin trwania zmiany?
  15. Czy, Pan burmistrz Michał Piszko i prezes, ZAMG pan Tomasz Pełyński, powołując na stanowisko dyr. pływalni pana,Konrada Stańczyka-Biernackiego, posiadali wiedzę dotyczącą posiadanych przez niego uprawnień, wykształcenia i doświadczenia w zakresie kierowania tego typu obiektami.

Na powyższe pytania Prokuratura odpowiedziała mi wymijająco, aczkolwiek niezwykle wytwornie: „W odpowiedzi na pismo do Prokuratury Rejonowej w Kłodzku dnia 30 października 2019 r. uprzejmie proszę o jego uzupełnienie przez wskazanie, iż jest Panu uprawniony do otrzymania informacji w trybie ustawy z 26 stycznia 1984r. Prawo prasowe.”(pisownia zgodna z oryginałem).

A co z Ustawą z dnia 6 września 2001 roku, o dostępie do informacji publicznej?

            W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że problemem nie jest to, że czasem wdepnie się w gówno. Kłopot pojawia się w tedy, gdy wdepnie się w nie, jednym tylko butem. Albowiem pojawia się wówczas ,śliski i brzydko pachnący brak symetrii.

                                                                          Mirosław Rudziński – Gappa.

Siła i honor

Bohater słynnej powieści „Moskwa Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa, niezwykle doświadczony degustator trunków rozmaitych twierdził, iż na dobry początek dnia nie ma nic lepszego jak szklaneczka żubrówki. Ludzkość, bowiem lepszego wywaru podobno jeszcze nie wymyśliła. Zdania w tej materii od lat są jednak podzielone.

Osobiście skłaniałbym się bardziej ku teorii, którą wyrazić można nie mniej słynnym zdaniem, jak tym o żubrówce a mianowicie – „Czy myślisz raczej o szklaneczce w połowie pełnej, czy o szklaneczce w połowie pustej”. To zależy, co jest w szklaneczce – odpowie każdy prawdziwy mężczyzna, myśląc po cichu, że byłoby całkiem nie źle, gdyby rzeczona szklaneczka, choćby tylko do połowy, ale za to wódką z górnej półki, była wypełniona.

Kobiet z racji, że są puchem pięknym i pysznym o niezwykle wysublimowanych podniebieniach, nie zachęcam do delektowania się np. czystą wódką z orkiszu. Magiczny ten płyn z pasją tworzony jest z nieco zapomnianej już dzisiaj „wąsatej” pszenicy, która była wielce ceniona przez starożytnych Rzymian i Germanów Podobno zanim pozwolono gladiatorom walczyć, zwyciężać i ginąć w piachu Colosseum, karmiono ich ową pszenicą, bo dzięki niej zyskiwali nadludzką siłę.

Nie mam pewności, co do tej nadludzkiej siły po jednej, czy też dwóch szklaneczkach do połowy jedynie wypełnionych, ale głęboko wierzę, że lekki zapach apetycznego spirytusu i posmak starego zbożowego spichlerza z nutką młodego drewna czereśni pozwoli, oczywiście tylko prawdziwym mężczyznom docenić, choćby tylko w Noc Sylwestrową, aromat i smak swoich kobiet.                                                                                                   

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tej piękniejszej części gatunku homo sapiens.  

                                                                                                                   Andrzej Kuc

NIE JEDEN GŁUPI

Po zakończonym szczycie klimatycznym COP24 w Katowicach nie pozostaje mi nic innego, jak zmiana tytułu poprzedniego felietonu JEDEN GŁUPI, poprzez dodanie słowa NIE. Wiele zrozumieć potrafię,jednego natomiast nie. Co do wszelakiej dyskusji na temat zmian klimatycznych mają poglądy polityczne każdego z nas. Nawet, jeśli zgodzić się z wynikami badań naukowców twierdzących, iż popełniono matematyczne błędy wyliczeniowe, żaden z nich nie odpowiada na pytanie, co uczynić należy, aby z powodów występujących smogów, życia na Ziemi nie traciły miliony istnień ludzkich. W samej tylko Polsce rocznie z powodu powikłań związanych z zanieczyszczonym powietrzem umiera ilość mieszkańców przekraczająca populację wcale nie małego miasta. Smog nie ma politycznego zabarwienia i dla wszystkich jest nie tylko siwy, jak dym. Widać wielu dym ten umysły kopci i przysłania. Smog sam się nie oczyści. Przestańcie w końcu wierzyć w to, że woda sama w wino się zamieni.

Po dwóch tygodniach rozmów, negocjacji i uzgodnień, podpisano techniczne zasady wdrażania porozumienia klimatycznego. To jednak zbyt mało w obliczu potrzeby pilnych działań, na konieczność podjęcia których jednoznacznie wskazuje świat nauki. Co prawda negocjacje klimatyczne posunęły się do przodu, ale był to ruch ociężały, mało ambitny i na dodatek opóźniany przez polityków takich państw, jak Polska. Trudno zrozumieć, jak można pozostawać głuchym zarówno na głos nauki, jak i społeczeństwa. Podczas, gdy młodzi ludzie strajkują w szkołach, coraz więcej obywateli i obywatelek wychodzi na ulice, a organizacje społeczne bezustannie przypominają o potrzebie odejścia od paliw kopalnych, nasi politycy siedzą w swoim grajdołku i uparcie trzymają się swoich archaicznych węglowych wizji, które dawno powinny zostać pogrzebane – powiedział Bohdan Pękacki, dyrektor Greenpeace Polska.

Dość powiedzieć, że Polska otrzymała antynagrodę „Skamielina roku”. Została przyznana zarówno polskiej prezydencji, jak i rządowi. Pierwszy raz w historii – gospodarzowi szczytu.

Coś ważnego się jednak wydarzyło zarówno podczas COP24, jak i wcześniej. Przekonaliśmy się, że polski węglowy król jest nagi. Nie ma co zaklinać rzeczywistości. Czas powiedzieć to najgłośniej. Gra toczy się o ogromną stawkę. Kryzys klimatyczny to najpoważniejsze dziś zagrożenie i wyzwanie zarazem przed jakim kiedykolwiek staliśmy. Ruch klimatyczny urasta w Polsce w siłę i tylko patrzeć, jak nowe siły polityczne walkę o zdrowe powietrze i zahamowanie niekorzystnych zmian klimatycznych, poniosą na sztandarach i wpiszą w swe programy wyborcze albowiem umiejętność rozwiązywania problemów społecznie i globalnie trudnych, jest prawdziwą miarą politycznej mądrości. Jedynie takie myślenie  daje gwarancje budowy bezpieczeństwa, przyszłości i życiowej perspektywy tym, którzy przyjdą po nas

Wszystko da się i można usprawiedliwiać. Jednak życie ludzkie jest wartością najwyższą i tej wartości wszyscy bronić powinniśmy, choćby za cenę najwyższą, pamiętając o tym, że po roku 2070 przez głupotę człowieka cywilizacji na tej planecie może już nie być.

 Zygmunt Jakubczyk  

Porażająca podwyżka

Morawiecki twierdzi, że podwyżki cen energii elektrycznej nie będzie. Minister Tchórzewski wprost przeciwnie. Będą, ale może nie tak duże. Który prawdę mówi? Moim zdaniem obaj kłamią, a co gorsza kłamią perfidnie, bo obaj tak naprawdę, oszukują polskiego obywatela. To nasuwa mi jedno tylko określenie. My już nie mamy do czynienia z tzw. państwem opiekuńczym, czy obywatelskim. Państwo, które oszukuje własnego obywatela, da się określić w jeden tylko sposób. Państwo bandyckie. Aż prosi się o postawienie pytania. Po co nam wszystkie państwowe instytucje typu Urząd Regulacji Energetyki, Urząd Kontroli Konkurencji i Konsumentów, Najwyższa Izba Kontroli, Instytut Żywienia i Żywności czy ostatnio tak głośny Urząd Kontroli Nadzoru Finansowego, skoro w ich sferze oddziaływania mamy do czynienia nie tylko z ogromnymi nieprawidłowościami, ale przede wszystkimi z działaniami ocierającymi się o zorganizowaną przestępczość o wielkich rozmiarach finansowych i gospodarczych.
Wracam do podwyżek cen energii elektrycznej.

Każdego roku nie tylko państwowe spółki energetyczne występują do URE o ustanowienie tzw. taryf. Tym razem wystąpiono o znaczącą podwyżkę cen energii elektrycznej, mimo uzyskania znaczących oszczędności sięgających miliarda złotych. Nie da się pominąć tej sytuacji milczeniem. Nasuwa się pytanie. Skąd takie oszczędności i dlaczego, aż tak duża propozycja podwyżki cenowej. Wnioski mogą być następujące. Po pierwsze: mamy do czynienia z prawnie niedopuszczalną zmową cenową państwowych spółek energetycznych. Przecież tak znaczące oszczędności mogły powstać tylko w jednym przypadku. Zbyt wysokich cen energii dotychczas stosowanych. Po drugie: w jaki sposób URE, będący ustawowym regulatorem taryf przeprowadza analizę uzasadnionych kosztów prowadzenia działalności gospodarczej przez przedsiębiorstwa energetyczne, jeśli pozwala na stosowanie zawyżonych cen. Niczym dziwnym stają się w takiej sytuacji wysokie, a nawet bardzo wysokie wynagrodzenia zarządów i rad nadzorczych państwowych spółek o wysokich nagrodach pieniężnych nie wspominając.

Śmieszy mnie wręcz informacja np. o tym, że Narodowy Bank Polski chwali się dużymi zyskami. Zapytać warto, a nawet należy. Skąd takie zyski banków? Odpowiedź banalnie prosta. Rżną niemiłosiernie biednego obywatela na wszystkich opłatach. Są uznawane za najdroższe, także poza Europą. A wynagrodzenia prezesów? – bajońskie. Przykład nie dawnego prezesa, dziś samego premiera nadto wymowny. Nie bez powodów przez wielu określany nazwą bankster.
Jedno moim zdaniem powinno, być oczywiste. Jeśli nie będzie podwyżek cen energii elektrycznej, jak zapowiada premier Morawiecki, nieodzowna wręcz natychmiastowa wymagana jest kontrola NIK w państwowych spółkach energetycznych. Jeśli możliwe są takie manipulacje finansowe, które pozwalają na ukrywanie uzasadnionych kosztów wytwarzania, przesyłania i dystrybucji energii oznacza to, że spółki energetyczne prowadzą nieprzejrzystą politykę finansową, a URE nierzetelnie przeprowadzania proces badania i ustalania taryf. Czy taki Tauron, podnosząc radykalnie stawki za energię, a następnie obniżając je pod wpływem nacisków „dobrej zmiany” nie oszukuje swoich klientów? URE już po wstępnej analizie złożonych, jak się okazuje nierzetelnych wniosków taryfowych powinien wezwać, a nie prosić o ich wycofanie. Jaka jest prawda? To nadaje się przede wszystkim do szybkiego działania wymiaru sprawiedliwości. Prokuratury Krajowej nie pomijając.

                                                                                                 Zygmunt Jakubczyk

Fot. Zdjęcie pochodzi z Unsplash.com

JEDEN GŁUPI

Przysłowie mówi. Jeden głupi potrafi więcej zaprzeczyć niż 100 uczonych udowodnić. Cały uczony świat mówi o konieczności dekarbonizacji ratującej cywilizację człowieka na planecie Ziemia, a nasz przywódca rozpoczynając przemówienie na światowym szczycie klimatycznym w Katowicach „My światowi przywódcy” mówił: Nie widzę sprzeczności z dalszego korzystania ze światowych zasobów kopalnych węgla z wpływem na zmiany klimatyczne. Polska ma tych zasobów, na co najmniej 200 lat. Będzie z nich, jak do tej pory korzystać i co nam zrobicie?. Zaprzecza nie tylko całej światowej nauce. Zaprzecza również stanowisku polskiego Rządu o konieczności i początkach realizacji polityki ograniczania wydobycia, a także zużycia węgla w gospodarce narodowej. Głupota, to mało powiedzieć. Cynizmem nazwać, też mało. Nie widzi, nie chce widzieć, albo udaje, że problemu nie ma. Nie pozostaje nic innego, jak mądrego posłuchać.
David Attenborough, najsłynniejszy popularyzator wiedzy przyrodniczej na świecie, pracujący w BBC, wystąpił na poniedziałkowej inauguracji szczytu klimatycznego. Ten cieszący się niezwykłym autorytetem biolog, pisarz i podróżnik wygłosił przemówienie, w którym stwierdził, że zmiana klimatu to największa od tysięcy lat groźba, z którą mierzy się ludzkość. Jego zdaniem, jeśli nie podejmiemy działań, dosięgnie nas zagłada naszej cywilizacji i wymarcie większej części naszego naturalnego środowiska. Na całym świecie ludzie przemówili. Ich przekaz jest jasny. Czas się kończy. Ludzie chcą abyście wy, decydenci polityczni, zaczęli działać – podkreślił Attenborough.
Fakty mówią za siebie. Polska jest jednym z największym trucicieli, co najmniej w Europie. Szwedzi, Norwegowie za każdym razem ogłaszają alarm smogowy, gdy zmienia się cyrkulacja powietrza i zaczyna do nich płynąć siwy dym z Polski. Co oni myślą o Polsce? Warto, trzeba i należy pytać polskich polityków. Jaki los swoim rodakom szykują i jaką opinię o własnym kraju w świecie kreują?
Polskich polityków ogarnia powszechny imposybilizm – niemoc. Nie tykają problemów trudnych. Te mandatów poselskich w kolejnych kadencjach sejmowych nie zapewniają. Lepiej żywić społeczeństwo obiecankami i płynąć w oparach populizmu. Pytanie zasadnicze jest dziś takie. Kiedy w końcu polskie społeczeństwo zrozumie, że o własne bezpieczeństwo, przyszłość i życiową perspektywę musi zadbać samo?.Te podstawowe oczekiwania zabezpieczyć mogą jedynie wówczas, gdy na swych przedstawicieli w parlamencie i to nie tylko polskim, wybiorą właściwe osoby, pamiętając o tym, że prawdziwą miarą politycznej mądrości jest przede wszystkim umiejętność rozwiązywania problemów społecznie i globalnie trudnych, a nie ciągłe uciekanie od ich rozwiązywania. Tak niestety od wielu lat dzieje się w Polsce, czego dobitnym przykładem są do dziś nierozwiązane problemy służby zdrowia, zabezpieczenia emerytalnego, rozwoju gospodarczego, zabezpieczenia społecznego i wielu innych.
Nie mogę zrozumieć jednego. Dlaczego w państwie, które robi wiele, aby cywilizację człowieka zniszczyć, odbywa się światowa konferencja – światowy szczyt klimatyczny pod egidą ONZ, w sprawie ratowania środowiska? No chyba, że chce się całemu światu pokazać, dać do zrozumienia, że to właśnie Polska jest jednym z tych krajów, w których cały problem ochrony środowiska się rozpoczyna. Tylko taką tezę potrafiłbym przyjąć i zrozumieć.

Zygmunt Jakubczyk

IN VITRO

 

„Nie godzimy się na stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro”   

(Kardynał Stanisław Dziwisz)

 

Ku uciesze polityków a zwłaszcza kleru i zgrozie filozofów wielu ludzi można przekonać nieomal do wszystkiego o ile nie stosuje się racjonalnych argumentów. Ludzie Kościoła są w tym najlepsi. Nieustannie snują rozważania nad etyką, moralnością i prawdą, zwłaszcza tą objawioną. Uzurpują sobie do tego prawo zaciemniając umysły ludu Bożego mitami, z przed blisko trzech tysięcy lat. Mitami, czyli poglądami szeroko rozpowszechnionymi, ale z prawdą niemającymi nic wspólnego.

Pozornie mogłoby się wydawać, iż dywagacje nad przeszłością i konsekwencjami tych baśniowych biblijnych wydarzeń, dzisiaj nie mają zbyt wielkiego znaczenia i sensu. Otóż nic bardziej błędnego, niż takie nierozważne myślenie. Albowiem, gdy ludzie pokroju kardynała Stanisława Dziwisza mówią o moralności, etyce a szczególnie o prawdzie, powinniśmy niezwykle starannie przyjrzeć się głównemu źródłu fałszywych obietnic i wypaczonych prawd – religii. Kościół jest arcymistrzem w kłamstwach tych największych, tych najbardziej bezczelnych i zaskakujących swoją upiorną pomysłowością. Historia Kościoła katolickiego pokazuje niezbicie, iż od zawsze, jako instytucja był i nadal jest brutalny, gwałtowny, agresywny, zachłanny i ponad wszystko kocha rywalizację. To właśnie w oparciu o te cechy zbudował swoją okrutną potęgę.

Chrześcijaństwo podobnie jak inne powiązane z nim religie jest szwindlem. Wiara ma oderwać ludzi od otaczającego ich świata i zwrócić przeciw sobie. Uczyć ślepego posłuszeństwa wobec władzy. Wszelkiej władzy. Zwolnić człowieka z odpowiedzialności za własne czyny. Wiara, pozwala usprawiedliwić każdą zbrodnię, jako spełnienie woli Boga. A, co najgorsze, za pośrednictwem religii, rządzący mogą kontrolować społeczeństwo i swobodnie nim manipulować.

Słowa kardynała Stanisława Dziwisza o in vitro – „Nie godzimy się na stosowanie niemoralnej metody poczęcia dziecka, zwanej metodą in vitro”, są dobitnym tej haniebnej filozofii przykładem.

Kardynał Dziwisz, doktor teologii, zapewne doskonale wie, że in vitro to nie eugenika, a współczesne zdobycze medycyny, biologii, genetyki czy biotechnologii zasługują na najwyższy podziw. Kościelni moraliści niezwykle chętnie wypowiadają się na temat kwestii statusu istoty poczętej i z troską pochylają się nad każdym nieświadomy swojego istnienia embrionem. Jednak, dziwnie jakoś zapominają o tym, że jak pisze Łukasz Szymański w swojej pracy „IN VTRO”,„Dzięki, cennym odkryciom i wynalazkom współczesna medycyna dysponuje wieloma narzędziami, które pozwalają na bardzo wczesną diagnostykę i terapię schorzeń, które jeszcze do niedawna uważane były za nieuleczalne. Wśród osiągnięć, z których korzystają nauki medyczne, wymienić należy także metodę zapłodnienia in vitro, czy odkrycia związane z komórkami macierzystymi”.

 Ale Książąt Kościoła narodzone nieboraczki kalekie, czy też nie, dopóki nie można ich wykorzystać, już tak bardzo nie obchodzą. Pomyślcie, dlaczego ufacie tak zwanym osobom duchownym? Przecież Kościół i religia są obszarem najbardziej zakłamanym. Zastanówcie się przez chwilę, może ufacie im dlatego, że religia, którą głoszą wmówiła wam, że jest ktoś, kto żyje w niebie i widzi wszystko, co robicie. Być może świętoszkowate moralizatorstwo kleru zatruło wasze umysły kłamstwem o grzechu pierworodnym i zaszczepiło w waszych umysłach myśl, że życie to jedynie oczekiwanie na śmierć i sąd ostateczny. Rozważcie, być może problem tkwi w tym, iż uwierzyliście, że ten niewidzialny Demiurg, ma taką specjalną listę dziesięciu rzeczy, na które wam nie pozwala, a jeśli zrobicie którąś z nich, na przykład posmakujecie pysznych zakamarków ciała żony sąsiada to, wyśle was za karę do specjalnego miejsca, pełnego dymu, ognia, tortur i strachu, gdzie przez wieczność będziecie cierpieli nieprzerwane męki. Czy, nie dziwi was, że doktor Dziwisz, bez cienia wątpliwości będzie wam wmawiał, że mimo to On, Ten Najwyższy, was kocha? Czy nie dziwi was, że kardynał Dziwisz i jego koledzy po fachu, ciągle i nieustannie twierdzą, że Najwyższy was kocha, ale za tą swoją miłość nieustannie potrzebuje waszych pieniędzy. Zawsze!

On, jest wszechpotężny, doskonały i wszechwiedzący, ale nie umie zarządzać pieniędzmi. Czy, to was nie dziwi? Religia przynosi miliardy dolarów, euro, funtów i złotych. Nie płaci podatków a mimo to, zawsze brakuje jej pieniędzy. Zastanówcie się, jakie jest największe kłamstwo w historii? Pytam o coś, o czym zapewne doskonale wiecie. Święte kłamstwo. Zatem, czy można w czymkolwiek ufać kłamcom?

 

Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie pochodzi z unsplash.com

   

 

Wołyń

Kilka tygodni temu, będąc w Polsce, miałem okazję obejrzeć, dość trudny w odbiorze, film Wojciecha Smarzowskiego „Wołyń”. Pomysł, aby nakręcić film o tym ponurym okresie był, tak sądzę, zamysłem dość ryzykownym. Jednakże twórcom filmu udało się w znacznym stopniu uniknąć niebezpiecznych uproszczeń historycznych.

 

Niemniej jednak w obrazie tym zabrakło mi części historycznego tła tamtych potwornych wydarzeń. Wszyscy, prawdopodobnie bez wyjątków, zgodzimy się z tym, iż to, co wydarzyło się na Wołyniu od lutego 1943 do lutego 1944 roku było okrutną czystką etniczną. Zbrodnią ludobójstwa dokonaną na Polakach przez nacjonalistów ukraińskich.

Ponieważ geneza tych makabrycznych wydarzeń sięga bardzo głęboko w mocno pogmatwaną historię wzajemnych relacji pomiędzy Polską i jej wschodnimi sąsiadami bardzo łatwo można, stosując skróty myślowe, wygenerować pogląd, iż źli Ukraińcy bez żadnego powodu zmasakrowali dobrych Polaków. Prawda o tamtych mrocznych czasach okazuje się jednak dużo bardziej skomplikowana niżby niektórzy, zwłaszcza politycy, chcieli. Zatem zanim pierwsi rzucimy w Ukraińców oskarżycielski kamień spójrzmy, w wielkim skrócie na jedno ze źródeł ukraińskiego nacjonalizmu, którego w filmie zabrakło.

II Rzeczpospolita mimo dość liberalnych przepisów wyznaniowych zawartych w Konstytucji marcowej bez wątpienia była państwem konfesyjnym. Ponieważ natura wiary jest taka, iż ludzie nią porażeni potrafią bezgranicznie akceptować jakieś przekonanie nie mając ku temu żadnych racjonalnych przesłanek, teza o tym, że religia bardzo często bywa źródłem wielkiego zła, potwierdza się upiornie w tamtych barbarzyńskich wydarzeniach.

Polityka II Rzeczpospolitej nacechowana była generalnie nieufnością do prawosławia, jego hierarchii i kleru. Konsekwencją tej filozofii było utożsamienie narodowości z religią i stworzenie podatnego gruntu do konfrontacyjnej postawy Kościoła katolickiego wobec prawosławia. Władze II RP postrzegając Kościół prawosławny, jako pozostałość Cesarstwa Rosyjskiego uznały, iż to przekonanie daje im prawo do ingerowania w życie wewnętrzne Cerkwi. Pod hasłami powrotu do polskości osób zruszczonych w czasie zaborów, władze świeckie Polski międzywojennej do spółki z Kościołem katolickim rozpoczęły w grudniu 1937 roku, pod panowaniem autorytarnej Konstytucji kwietniowej, uchwalonej z naruszeniem przepisów Konstytucji marcowej, właśnie na Wołyniu, przymusową zmianę wyznania lokalnych społeczności – z prawosławia na katolicyzm. Generalnym wykonawcą akcji nawracania był Korpus Ochrony Pogranicza, który stosując szantaż i przymus do 1939 roku nawrócił około 10 tyś osób. W tej polskiej krucjacie, duchowieństwo rzymskokatolickie niezwykle gorliwie wspomagało władze państwowe, propagując nachalnie swoją religię pośród ludności ukraińskiej. Aby osoby formalnie nawrócone nie miały pokusy powrócić do prawosławia, kler katolicki systematycznie począł rozszerzać swoją sieć parafialną. Niektóre parafie były przy tym zakładane na terenach, gdzie żyły tylko niewielkie grupy katolików, lub nawet nie było żadnych wiernych. Mając świadomość, iż dla większości wyznawców religii, świątynia jest miejscem, w którym dokonuje się synteza środowiska z bóstwem, państwowo kościelni konkwistadorzy przystąpili wiosną 1938 roku do burzenia prawosławnych cerkwi na południowym Polesiu i Chełmszczyźnie. Akcja ta stanowi jedną z najciemniejszych kart II RP.  I choć od tamtego czasu minęło już wiele lat w dalszym ciągu historia ta jest nieznana szerszej opinii publicznej. Dlaczego? Być może, dlatego aby ukryć wpływ religii na polityką narodowościową. Nacjonaliści ukraińscy pod wodzą Dmytra Klaczkiwskiego niewątpliwie dopuścili się zbrodni ludobójstwa. Nie uczynili tego jednak dlatego, że przyszedł im nagle do głowy taki barbarzyński kaprys. Czuli się prześladowani i zagrożeni. Władze II RP starannie o to zadbały.  Dekret w przedmiocie przymusowego zarządu państwowego z 28 grudnia 1918 roku, wydany przez Naczelnika Państwa, już w pierwszym artykule w punkcie „b” stanowi, że cały majątek cerkiewny oraz majątek stanowiący uposażenie duchowieństwa prawosławnego zostaje oddany pod zarząd państwowy. Formalnie krok ten uzasadniano koniecznością ochrony dóbr cerkiewnych opuszczonych w toku I wojny światowej.

Dekret ten nie stracił jednak na ważności nawet w momencie, kiedy ludność i duchowieństwo prawosławne powróciły na zajmowane przed wojną tereny. Uchylono go dopiero 8 marca 1958 roku. Jakby tego było jeszcze mało Prezydent RP 18 listopada 1938 roku wydał dekret o stosunku Państwa Polskiego do Polskiego Autokefalicznego Kościoła Prawosławnego. Dekret ten, był najbardziej rygorystyczny i restrykcyjny spośród wszystkich wydanych w okresie międzywojennym przepisów o stosunku państwa do kościołów i związków wyznaniowych.

Zatem, czy szeroko rozumiane władze Polski międzywojennej i, co bardzo istotne, Kościół katolicki nie są, aby współodpowiedzialni za te koszmarne ludobójcze wołyńskie wydarzenia?

W niezmiennie niepokojącej myśli o tym, czy historyczna prawda o rzezi wołyńskiej będzie łączyć, czy też dzielić nasze narody.


 

Mirosław Rudziński – Gappa.

zdjęcie z unsplash.com