Prawda – Nie inaczej

„Prawda – nie inaczej” powraca do świata żywych. W przyszłym tygodniu napiszemy o tym, jak wiele nadętej pozy i butnej pychy gnieździ się w mózgach i duszach niektórych radnych Kłodzka i wiernych pretorian Burmistrza. W kłodzkim establishmencie nie ma stylu. To znak czasu, w którym żyjemy. Styl stał się pozą a poza stylem. Ilekroć spotykam Radnych i panie Radne z klubu „Lubię Kłodzko” dostrzegam w ich oczach ten sam, od zawsze, głód władzy. Członkowie tego towarzystwa wyglądają na takich, co nigdy się nie masturbują, ale bez przerwy o tym myślą.

Zapraszam do lektury. Mirosław Rudziński – Gappa

Zdjęcie pochodzi z unsplash

„Nowy wspaniały świat”

Pierw­sza tura wybo­rów pre­zy­denc­kich już za nami. Ocena bez­pł­cio­wej kam­pa­nii wydaje się zbędna jed­nak i my pozwo­limy sobie na luk­sus jej prze­pro­wa­dze­nia. Nie będziemy jed­nak roz­pi­sy­wać się o suk­ce­sie Pawła Kukiza i JOWów. Przy­pa­dek Wiel­kiej Bry­ta­nii udo­wod­nił iż jest to pomysł nie­tra­fiony i pro­wa­dzący do podziału sceny poli­tycz­nej pomię­dzy dwie par­tie oraz w naj­lep­szym wypadku kilku posłów mniej­szych ugru­po­wań. Dużo cie­kaw­szym wydaje się przy­pa­dek Bro­ni­sława Komo­row­skiego i Andrzeja Dudy.

 

Od samego początku kam­pa­nii wia­domo było iż to oni zmie­rzą się ze sobą w dru­giej turze. Od samego początku byli­śmy bom­bar­do­wani son­dażami i opi­niami pseu­do­spe­cja­li­stów, któ­rzy to zachwa­lali jed­nego bądź dru­giego kan­dy­data. Tuż przed ogło­sze­niem wyni­ków główne media przed­sta­wiły cudowny son­daż według któ­rego Bro­ni­sława Komo­row­ski dzier­żył w swo­ich rękach jedną trze­cią wszyst­kich gło­sów dając widzom do zro­zu­mie­nia, że co trzeci Polak „gło­suje na Komo­row­skiego”. Jeżeli jed­nak weź­miemy pod uwagę obiek­tywny fakt iż ponad połowa z nas do wybo­rów w ogóle nie poszła oka­zuje się, że Bro­ni­sław Komo­row­ski razem z Andrze­jem Dudą ma nieco ponad jedną trze­cią gło­sów. Kiedy zaś spoj­rzymy na liczeb­ność ich par­tii oraz pod­stęp­nie zdo­byty elek­to­rat w postaci armii urzęd­ni­ków możemy dojść do pro­stego wnio­sku – oni sami sie­bie wybrali.

W fer­wo­rze wybor­czej walki zasy­py­wano nas wizjami nowych świa­tów, coraz wyż­szych szczy­tów i rów­niej­szych rów­nin. Suk­ces gonił suk­ces, a za każ­dym try­umfem krył się następny try­umf tej czy pozor­nie prze­ciw­nej strony. W rze­czy­wi­sto­ści zaś róż­nica mię­dzy panem Dudą a Komo­row­skim jest w zasa­dzie żadna. Obaj repre­zen­tują pookrą­gło­sto­łowy układ wła­dzy i żaden z nich nie zamie­rza tego zmie­niać. Walka którą obser­wo­wa­li­śmy i obser­wo­wać jesz­cze będziemy nie jest spo­rem o dobro Pola­ków, a naj­zwy­klej­szą w świe­cie kłót­nią o podział łupów.

W takiej sytu­acji suk­ces JOWów nie jest niczym nad­zwy­czaj­nym. Jak naj­bar­dziej szla­chetna chęć napra­wie­nia sys­temu jest zde­cy­do­wa­nie godna podziwu i zarówno pan Kukiz jak i jego zwo­len­nicy zasłu­gują na nasz sza­cu­nek. Bez wąt­pie­nia jed­nak nie da się napra­wić cze­goś co nie jest zepsute, a sys­tem w któ­rym żyjemy działa jak naj­bar­dziej spraw­nie. Pro­blem tkwi w tym iż więk­szość ludzi uważa, że został skon­stru­owany po to by uła­twić im życie pod­czas gdy w rze­czy­wi­sto­ści jest to maszyna pro­du­ku­jąca luk­sus i dobro­byt wśród pew­nych elit będą­cych obec­nie u wła­dzy. Oby­wa­tele zaś peł­nią rolę paliwa, a w zamian dostają ilu­zo­ryczne poczu­cie wła­dzy kiedy wrzu­cają swoją kartkę do urny. Wynik obec­nych wybo­rów jest więc kolej­nym przy­kła­dem porażki demo­kra­cji.

Druga tura sta­no­wiła będzie cie­kawy spraw­dzian. Będziemy wybie­rać mię­dzy obec­nie urzę­du­ją­cym pre­zy­den­tem, który w sądzie wyka­zuje się zadzi­wia­ją­cym bra­kiem wszel­kich nie­mal wspo­mnień doty­czą­cych tej mniej pozy­tyw­nej czę­ści jego kariery oraz czło­wie­kiem który w ciągu dwóch minut wyczer­pał temat poli­tyki zagra­nicz­nej swo­jego pań­stwa pod­czas tele­wi­zyj­nej farsy w TVP. Naj­praw­do­po­dob­niej nie będziemy gło­so­wać „za” lecz „prze­ciw” komuś. Wszak mając do wyboru zło i zło logika pod­po­wiada żeby wybrać mniej­sze. Podej­mu­jąc taką decy­zję należy jed­nak pamię­tać, że wybór zła małego lub dużego to na­dal wybór zła.

 

autor tekstu
©Mate­usz Lisow­ski

zdjęcie pochodzi z unsplash.com

Demokracja

Dziecko politycznej głupoty. Każ­dego dnia, z nie­mal każ­dego tele­wi­zyj­nego ekranu spły­wają do naszych domów rado­sne peany na cześć naj­wspa­nial­szego z ustro­jów, w któ­rym to dodat­kowo przy­szło nam żyć. Czę­sto sły­szymy rów­nież, że ustrój ten, jako idea jest dosko­nały, pod­czas gdy jego roz­liczne wady wyni­kają z nie­do­sko­na­ło­ści nas samych. Nie­stety pol­ska demo­kra­cja, zwłasz­cza w dzi­siej­szym pookrą­gło­sto­ło­wym wyda­niu jest niczym innym niż zwy­czaj­nym rzą­dem głu­poty pro­wa­dzo­nej przez kilku, cokol­wiek spryt­nych, lide­rów.

 

W ostat­nich dniach jeste­śmy świad­kami wybor­czej bitwy. Bitwy pozba­wio­nej wszel­kich nie­mal zasad, w któ­rej każdy cios, nawet ten wymie­rzony daleko poni­żej pasa jest dopusz­czalny. O kan­de­la­brową funk­cję toczą pozorny bój podobno naj­wy­bit­niejsi z nas. Dodat­kowo, z jakie­goś tajem­ni­czego powodu, jeste­śmy świę­cie prze­ko­nani, iż to wła­śnie my – lud, mamy w tej walce decy­du­jące zna­cze­nie. Prawda jest nie­stety inna.

Demo­kra­cja, z samej swo­jej natury, jest naj­po­dlej­szą z moż­li­wych form rzą­dów. Opiera się ona na pustych obiet­ni­cach, przed­wy­bor­czych mani­pu­la­cjach oraz powy­bor­czych ukła­dach. Lud, który teo­re­tycz­nie spra­wuje rządy, oddaje swoje głosy zgod­nie z wolą pew­nej grupy trzy­ma­ją­cej wła­dzę lub ewen­tu­al­nie na wybory nie idzie. Pra­wie każdy kan­dy­dat stara się ude­rzyć w naj­czul­szą strunę swo­jego elek­to­ratu, obie­cu­jąc mu tylko to, czego elek­to­rat ten chce i tylko po to, aby zostać wybra­nym. Tego tra­gicz­nego obrazu dopeł­nia fakt, iż ogromna więk­szość ludzi nie posiada naj­mniej­szych nawet kom­pe­ten­cji do podej­mo­wa­nia decy­zji poli­tycz­nych. Lud, jako taki, zawsze chęt­nie przyj­mie zasi­łek bądź też inną zapo­mogę, a każdy demo­kra­tycz­nie wybrany rząd z nie­opi­saną rado­ścią spełni tę chęć. Należy tu przy­po­mnieć, iż żaden rząd nie ope­ruje wła­snymi pie­niędzmi, a jedy­nie tymi, które od tegoż ludu wyci­śnie w prze­róż­nych podat­kach. Toteż demo­kra­cja musi pro­wa­dzić do powsta­wa­nia sys­te­mów socjal­nych, a te z kolei cechują się nara­sta­jącą liczbą ludzi bez­ro­bot­nych i ubo­gich. Socja­lizm dzieli tylko biedę, ale za to po równo.

Dzi­siej­sze, pod­le­głe Unii Euro­pej­skiej, pań­stwo pol­skie jest już nie­stety pań­stwem socjal­nym. Jest to w dodatku pań­stwo, które znaj­duje się w schył­ko­wej fazie demo­kra­cji. Posz­cze­gólne posta­cie doko­nują tak­tycz­nych podmian stoł­ków, jed­nak w prak­tyce scena poli­tyczna pozo­staje nie­zmienna. Głosy oddane do urn są praw­do­po­dob­nie dro­gim wodo­try­skiem, gdyż nie jest waż­nym, jak kto gło­suje, lecz to, kto liczy głosy. Publi­ko­wane w mediach przed­wy­bor­cze son­daże, to w końcu nic innego jak ewi­dentny przy­kład funk­cjo­no­wa­nia inży­nie­rii spo­łecz­nej. Bom­bar­do­wani tabel­kami i punk­tami pro­cen­to­wymi w więk­szo­ści ślepo odda­jemy swój głos na tego, kogo wskaże nam wła­dza. Odpo­wied­nio spre­pa­ro­wani przez tele­wi­zyj­nych dzien­ni­ka­rzy zapo­mi­namy, iż ist­nie­nie cho­ciażby progu wybor­czego jest nie­zgodne z kon­sty­tu­cyjną zasadą o pro­por­cjo­nal­no­ści wybo­rów. Zapo­mi­namy, że wszel­kie środki wypła­cane nam przez pań­stwo są mniej­sze niż te uprzed­nio nam zabrane.

Dzi­siaj, kiedy kam­pa­nia wybor­cza trwa w naj­lep­sze, zapewne znów o tym zapo­mnimy i będziemy prze­ko­nani, że to wła­śnie my wybra­li­śmy dawno już wybra­nego Bro­ni­sława Komo­row­skiego na zaszczytną funk­cję pre­zy­denta naszego skrom­nego euro-woje­wódz­twa. W końcu „ruszymy z posad bryłę świata, dziś niczym, jutro wszyst­kim my!”

autor tekstu
©Mate­usz Lisow­ski

 

Zdjęcie pochodzi z unsplash