COŚ PAN TAKI SŁODKI?

Czyli, co warto wiedzieć o cukrzycy.

Festyn promował zdrowy styl życia. Naokoło porozstawiane były punkty gdzie można było pozyskać informacje dotyczące np. zdrowego stylu odżywiania, uniknięcia ryzyka chorób tzw. cywilizacyjnych. Można było skorzystać z pomiaru ciśnienia lub pomiaru poziomu cukru we krwi. Dlaczego przy tak łatwym dostępie do możliwości – nie skorzystać?

Kobieta wykonująca pomiar patrzyłam z niepokojem na mały ekran glukometru pokazujący poziom 280 mg/dl i na około 40-letniego mężczyznę, który zdecydował się bohatersko na nakłucie opuszka palca.

– Czy Pan choruje na cukrzycą? – zapytała.

– Nie. Moja babcia chorowała, ale ja jestem zdrowy. Ostatnio robiłem w pracy badania okresowe i było wszystko OK… Jestem po obiedzie – może to przez to?

– To nie możliwe żeby zjedzony posiłek podniósł Panu tak poziom cukru. Niech Pan niezwłocznie z tym wynikiem uda się do lekarza. Badanie trzeba powtórzyć w laboratorium.

Jesteśmy „zaprogramowani” na poziom glukozy we krwi rano na czczo (badanie wykonane najlepiej około 8 godzin po ostatnim posiłku) mieszczący się w przedziale 70-99 mg/dl. 2 godziny po posiłku – nie więcej niż 140 mg/dl, nawet po zjedzeniu kawałka tortu. Każde odejście od normy wymaga dokładnego oglądu, bo niezdiagnozowana i nieleczona cukrzyca jest sytuacją niekorzystną dla organizmu tak jak nie korzystne było by w aucie wsypanie paru łyżek cukru do baku z benzyną. Czy to przypadkiem nie doprowadzi do zatarcia silnika?

Słodko, ale…

  • W skali Świat, co 10 sekund diagnozuje się cukrzycę u kolejnej osoby.
  • ONZ uznało cukrzycą za epidemię XXI, w choć nie jest to choroba zakaźna.
  • W roku 2020 ilość osób chorujących na cukrzycę na Świecie szacowano na 420 ml milionów.
  • Statystyki medyczne prognozują, że w 2035 roku liczba chorych sięgnie 592 milionów.

Te rokowania to jak najprawdziwszy thriller medyczny, żadna klasyczna epidemia do tej pory nie miała takich osiągów (zjawisko tzw. pandemii jest oddzielnym zagadnieniem). Sytuacja, chociaż medialnie nienagłaśniana jest poważna i może warto było by nagłośnić parę faktów z nią związanych.

W Polsce ponad 3,5 milionów osób choruje na cukrzycę, czyli mniej więcej co 10 osoba ma problemy ze zbyt wysokim poziomem cukru we krwi. Jakbyśmy ustawili się w rzędzie z naszą rodziną, znajomymi, kolegami z pracy i zaczęli odliczać do 10-ciu to te cyfry nabierają bardzo realnej wymowy i nie są optymistyczne. Niebezpieczeństwo polega na tym, że wiele osób nie wie, że choruje – czyli nie mogą się świadomie chronić przed skutkami cukrzycy. W takich przypadkach cukrzyca jest diagnozowana np. przy zawale. Tylko, że ten zawał jest już powikłaniem cukrzycy, następstwem „zatartego silnika”, czyli wpływu podwyższonych poziomów cukru na organizm.

Jak się przed tym bronić? Najprościej rzecz ujmując: pamiętając o ograniczeniu świadomego spożywania cukru, o wyborach dokonywanych codziennie, jeśli chodzi o styl odżywiania, o regularnej aktywności fizycznej i badaniach kontrolnych. Podstawowy dzienny poziom ruchu niezbędny organizmowi to od 7 – do 13 tysięcy kroków. W tej chwili mówi się, że już 5 tysięcy kroków ma zbawienny wpływ na zdrowie. Czyli codzienne przejście dystansu od 3 do 6-7 km gwarantuje już pozytywne skutki. Wzmacnia serce, poprawia krążenie, wpływa korzystnie na stawy, kości i oczywiście reguluje poziom cukru we krwi.

Poziom glukozy, którą można zmierzyć badając kroplę krwi na glukometrze, to paliwo dla naszego organizmu. Warto mieć świadomość, trzymając się samochodowych porównań:, że auto stojąc na postoju nie spala paliwa. Nasz organizm, kiedy zasiadamy przed telewizorem też nie spala „paliwa”, czyli glukozy. Różnica polega tylko na tym, że sięgając po przekąskę lub ulubiony napój zawierający słód, po obiedzie – cały czas dodajemy energii do „baku” nie spalając jej w ruchu. Prawa natury są nieubłagane – to się musi kiedyś przelać.

Na co zwrócić uwagę? O czym pamiętać? Co zmienić? O tym i innych sprawach dotyczących zdrowia, cukrzycy i nie tylko – warto rozmawiać. Dlatego nasza opowieść o epidemii XXI wieku będzie miała ulubiony ciąg dalszy.

                                                                                                        Oliwia Bazylewicz

TRAFIONY, ALE CZY ZATOPIONY?

Otrzymałem korespondencję od Prokuratury Rejonowej w Kłodzku, w której to powiadamiany jestem, jako osoba składająca zawiadomienie o przestępstwie, iż wszczęte zostało śledztwo w sprawie przekroczenia uprawnień przez Burmistrza Miasta Kłodzka oraz niedopełnienia obowiązków służbowych przez prezesa ZAMG Sp. z o.o.

 Z zawiadomienia wynika, że Burmistrz nie dość, że wykorzystał stanowisko służbowe w celu zawarcia na korzystnych dla siebie warunkach finansowych umowy najmu samochodu marki Ford Mondeo, to jeszcze nie wnosił opłat za jego parkowanie, czym działał na szkodę Gminy Miejskiej Kłodzko. Pamiętacie jego tłumaczenie w sprawie najmu samochodu? Wynajmował od ZAMG, bo chciał wspomóc miejską spółkę wpłatami za najem i parkowanie. Okazuje się, co wyczytuję z Zawiadomienia, że stawiany jest zarzut o czyn z art. 231 §1 kk. działania na szkodę Gminy Miejskiej Kłodzko. Jest również zarzut z tego samego artykułu kk. dla prezesa ZAMG.

To, że zostało wszczęte śledztwo w obu przypadkach o czymś świadczy. Jakie będzie tego zakończenie pożyjemy, zobaczymy? W tym miejscu nie tylko chcę, ale muszę przypomnieć Panu Burmistrzowi, z jakim postulatami wyborczymi prowadził kampanię wyborczą w wyborach samorządowych w 2014 roku.

Startował, jako kandydat na Burmistrza i dopiero w II turze, korzystając z poparcia kandydatki na Burmistrza z Komitetu Wyborczego REFERENDALNI 2012 Małgorzaty Majowicz, uzyskał mandat społecznego zaufania do pełnienia funkcji Burmistrza Miasta Kłodzka. To wsparcie dało wynik wyborczy z różnicą 17% nad kontrkandydatem B.Szpytmą. Był to wymowny dowód tego, że społeczność lokalna nie chciała dalszej legitymizacji działań władzy postępującej w niezgodności z zasadami i ideałami samorządności na szczeblu lokalnym. W tej sprawie spisane zostało stosowne Porozumienie, o którym niestety Pan Burmistrz Piszko szybko zapomniał. Byłem autorem tego Porozumienie, zatem przypomnę kontekst.

Kampania wyborcza kandydata Piszki prowadzona była z postulatami uczciwości i transparentności sprawowania władzy samorządowej. Wszystko to miało miejsce po nieudanym Referendum w sprawie odwołania poprzedniego burmistrza Bogusława Szpytmy i Rady Miejskiej. Myślę, że Referendum w świadomości społeczności kłodzkiej swoje uczyniło, stąd postulaty rozliczenia poprzedniej władzy, między innymi poprzez wykonanie audytu stanu organizacyjnego i finansowego miasta miały swoje uzasadnienie i istotne znaczenie.

Tu prywatę uczynię i pochwałę własną dołączę. Jam to Panie Burmistrzu, nie chwaląc się – facet bez wyższego wykształcenie (bo jego brak w pewnych okolicznościach mi Pan zarzucił) sprowokował i w wielu aspektach uczynił. Jednego jestem pewien. Do złamania prawa w obu powyżej podanych przypadka bez wątpienia doszło. Dyskutować można jedynie o skali popełnionego przestępstwa. Nie ukrywam, że z wielkim zainteresowaniem oczekiwał będę na efekty pracy Prokuratury z nadzieją, że zakończy się na drodze postępowania sądowego. Mam też oczekiwanie, że będzie to nie tylko nauczką, ale i przestrogą dla wszystkich tych, którzy swoją pozycję społeczną na niedotrzymywaniu danego słowa i oszustwie wyborczym zbudowali.

                                                                                                 Zygmunt Jakubczyk

OPIESZAŁOŚĆ, ZANIECHANIE, A MOŻE USTAWKA?

Odnoszę wrażenie, że gdyby nie aktywność Radnego Stanisława Bartczaka, to na stronie internetowej urzędu Miasta w zakładce BIP, pewnie nudą by wiało. Dobrze, że takiego Radnego mamy, bo przynajmniej nuda nam nie grozi. W swym ostatnim zapytaniu wraca do sprawy lokalu dzierżawionego na potrzeby prowadzenia działalności gospodarczej cukierni „Francja Elegancja”. Przypominam, że ów lokal wynajmowany był i jak się okazuje, nadal pozostaje we władaniu szwagierki Burmistrza. Pisałem o tym na łamach http://klodzko.prawdapress.info/zamiecione-pod-dywan/ i http://klodzko.prawdapress.info/pogonic-to/ w felietonach „ZAMIECIONE POD DYWAN” i POGONIĆ TO!”, publikowane początkiem grudnia ub. roku.

Teraz będzie przetarg – odpowiadał włodarz miasta na Sesji Rady Miejskiej na zarzut bezprzetargowej umowy dzierżawy lokalu, za śmiesznie niską cenę, na okres 3 lat, w dość atrakcyjnym miejscu w ciągu ulicy Grunwaldzkiej. Jaki stan rzeczy mamy dzisiaj? Ano taki, że pomimo zakończenia okresu umowy najmu, lokal nadal pozostaje w użytkowaniu szwagierki. Widać miniony dwumiesięczny okres był zbyt krótki, aby władze miasta mogły uruchomić właściwą procedurę i doprowadzić do najwłaściwszego rozwiązania tej, co by nie powiedzieć, bulwersującej i wciąż budzącej wiele kontrowersji sprawy.

Zasadnym staje się postawienie pytania, czy Burmistrz Miasta Kłodzka w należyty i właściwy sposób nie tylko nadzoruje, ale przede wszystkim sprawuje należytą pieczę nad powierzonym Jego urzędowi mieniem publicznym, o dbałości dochodów budżetu Miasta nie wspominając. Ten stan rzeczy w bardzo niekorzystnym świetle stawia nie tylko operatywność, kreatywność, czy transparentność działania władzy kłodzkiego samorządu. Swoją drogą szkoda ogromna, że właściwie niewielu Radnych dostrzega mankamenty występujące w kłodzkim ratuszu. Z niecierpliwością oczekuję odpowiedzi na zadane przez Radnego Bartczaka zapytania. Z już zadanych wyłania się niepokojący obraz, dający podstawę do formułowania zastrzeżeń o występowaniu zakrojonej na szeroką skalę prywacie. Pożyjemy, zobaczymy.

Wracając do sprawy dzierżawy lokalu „Francja Elegancja” zadaję sobie pytanie. Z czym mamy do czynienia. Opieszałością, zaniechaniem, czy ustawką? Stawiam hipotetycznie na ustawkę. Taka formuła najmniej uderza w szwagierkę Burmistrza. Pewnie nie ma umowy. Prawnie,  byłby to przypadek bezumownego korzystania z rzeczy. Dalej płacona będzie śmiesznie niska cena dzierżawy lokalu, a czas jego zajmowania będzie tak długi, jak długo miasto nie zakończy procedury związanej z wyłonieniem w drodze przetargowej potencjalnego dzierżawcy. Wcale nie znaczy, że nie może być nim ponownie szwagierka. Zresztą nie o to w tym chodzi. Nie można również zapominać o ustaleniach w sprawie ewentualnych roszczeń dotychczasowego dzierżawcy. To wszystko wymaga czasu. Im dłuższy, to w tym stanie rzeczy dla szwagierki korzystniejszy.

 O jednym zapominać nie należy. O słowie danym przez Burmistrza. Teraz będzie przetarg. Okres umowy dzierżawy minął, a sprawa nadal bez należytego załatwienia pozostaje. Dziwi mnie to bardzo, bo komu, jak komu. To Burmistrzowi powinno zależeć na tym najbardziej, aby już nikt do sprawy dzierżawy lokalu przy ulicy Grunwaldzkiej nie wracał.

                                                                                                 Zygmunt Jakubczyk

JUŻ SIĘ BOJĘ

Ledwie, pojawił się na stronie internetowej mój felieton „IDZIEMY PO WAS”, otrzymuję sms o treści „Niestety nie jestem pod wrażeniem pańskich nierzetelnych felietonów. Mam pytanie Panie Zygmuncie czy pozwać Pana czy wydawcę? Może naraz dwóch. Do zobaczenia w sądzie”.  

Pomyślałem, dlaczego nierzetelny? Czyżbym nieprawdę napisał? Poczułem gęsią skórkę. Sąd, pozew, aż strach się bać. Pomyślałem też, że ten sms wcale, a wcale kulturalny jest. Ja facetowi w szkodę wlazłem, a ten do mnie Panie Zygmuncie, czy pozwać Pana, a może naraz dwóch. Zachodziłem w głowę, kto jest nadawcą sms.

Już wiem, ale nie powiem. Spytam tylko o jedno. Dlaczego nierzetelny? Wszak felieton oparty jest na odpowiedzi udzielonej w trybie dostępu do informacji publicznej, sygnowany podpisem osoby z upoważnienie samego burmistrza. I tu przestałem się bać, bo jeśli ja nieprawdę napisałem, znaczyłoby, że udzielona odpowiedź na nieprawdzie oparta jest. Co do spotkania w sądzie odpowiedzieć mogę. Dziękuję za zaproszenie. Niestety nie skorzystam i to tylko dlatego, że najprawdopodobniej i tak się w sądzie spotkamy. Tyle, że w nieco odmiennych rolach. Zapraszający, pewnie w celu złożenia wyjaśnień. Ja, jako sygnatariusz złożonego w Prokuraturze w Kłodzku Zawiadomienia o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa.

Przy okazji dopowiem nadawcy sms, że czuję się zmuszony do rozszerzenia złożonego Zawiadomienia o element prawdopodobnego zastosowania dumpingowej ceny na wynajem samochodu. Tu wyjaśnienia słów kilka. Odsłuchałem nagranie z Sesji Rady Miejskiej z dnia 30.01.2020. Na zapytanie Radnego, czy każdy obywatel Kłodzka będzie mógł wynająć auto za 256 zł/miesięcznie brutto (30 krotnie mniej niż w firmie wynajmującej), które Burmistrz wynajmuje, z dopowiedzią, że pewnie jest to cena dumpingowa, Burmistrz Miasta Kłodzka odpowiada. Zapraszam pana do wynajmu. Teraz nie wiem, czy propozycja wynajmu skierowana jest tylko do Radnego, czy do wszystkich mieszkańców Kłodzka. Na wszelki wypadek zwrócę się do ZAMG z pismem o rezerwację od dnia 2 kwietnia 2020 roku rzeczonego samochodu na moje potrzeby. Jakby ktoś pytał, dlaczego nie od dnia 1 kwietnia, odpowiedzieć mogę jedno. Nie chciałbym, aby moja prośba nie została uznana za primaaprilisowy żart.

Wracając do bardzo istotnego w zadanym przez Radnego pytania, zwracam uwagę na nowy pojawiający się wątek. Pojęcie dumpingowej ceny wynajmu. Warto zapytać, czy rzeczywiście cena wynajmu pozostanie taka, o jaką Radny pytał? Definicja dumpingu ceny, to sprzedaż produktu po cenach niższych niż koszty jego wytwarzana, bądź po cenach niższych, takiego samego produktu oferowanym na rynku krajowym

Przestrzegam! Stosowanie dumpingowej ceny, jest działaniem na szkodę właściciela. Nie można zapominać, że tym właścicielem, kolokwialnie mówiąc, jest mieszkaniec Kłodzka. Nie chcę wierzyć w to, aby Burmistrz Miasta Kłodzka, chciał na szkodę mieszkańca działać. Przecież tak bardzo „Lubi Kłodzko”. Jeśli faktycznie mamy do czynienia ze stosowaniem dumpingowej ceny, to z przykrością konstatuję. Zapewnienie Burmistrza o głębokiej chęci zasilania budżetu spółki miejskiej ZAMG w bajeczkę dla grzecznych dzieci się zamienia albowiem może być tak, że zastosowana cena w istocie rzeczy spółce miejskiej – miastu, stratę przyniosła. I tak z pieczołowicie budowanej narracji o wspaniałomyślnym Burmistrzu, wspomagającym finansowo miejską spółkę, wyłania się życiowe cwaniactwo, jak piastując publiczne stanowisko na innych żerować można. Nadawco sms-a. Nie dziwi mnie, że nie jesteś pod wrażeniem moich felietonów. Gdyby o mnie tak pisali, też bym nie był.

                                                                                               Zygmunt Jakubczyk

IDZIEMY PO WAS

Fakty, jakimi są. Czarno na białym. Kłodzczanie dobrze pamiętają, co Burmistrz Piszko obiecywał w kampanii wyborczej 2014-2018.Transparentność i uczciwość w sprawowaniu władzy. Szybko zapomniał o zapowiedzi rozliczenia poprzedników i bardzo szybko odstąpił od przeprowadzenia zapowiadanego audytu. Potem już poszło. Zatriumfowało kolesiostwo, układy i układziki. Szybko znalazł się dyrektorski stołek w ZAMG dla męża partyjnej koleżanki z Platformy Pani Poseł Wielichowskiej. Nieco później dodatkowe miejsce w Radzie Nadzorczej „Wodociągów Kłodzkich” dla senatora Jurcewicza, który nie uzyskał reelekcji w wyborach parlamentarnych. To, że oboje nawet z Kłodzka nie są, żadnego znaczenia nie miało.

 Pisałem o tym na łamach portalu http://prawdapress.info/ Prawa nie złamał. No, najwyżej dobry obyczaj, bo nawet Rady Miejskiej o opinię o zasadności powołania nowego członka rady nadzorczej nie pytał. Podobnie, jak przy podpisaniu umowy najmu dla szwagierki bez przeprowadzenia przetargu. Tu dodać muszę, że takich umów bez przetargu było znacznie więcej. Dotyczyły także tzw. ogródków piwnych. Ostatnio, głośno było o Umowie najmu pojazdu na użytek prywatny Burmistrza. Podpisał umowę za śmiesznie niską cenę – 30 krotnie mniej niż w każdej firmie wynajmującej pojazdy. Wyjaśniał przy tym, że zależało mu, nawet bardzo, na zasilaniu budżetu Spółki gminnej. Toż to kpina w żywe oczy. Dziś z pełnym przekonaniem powiedzieć mogę. Burmistrz Piszko nadużył stanowiska dla osiągnięcia korzyści własnych.

Odpowiedź uzyskana w trybie dostępu do informacji publicznej w sprawie prawa ZAMG do prowadzenia zarobkowej działalności gospodarczej związanej z wynajmem samochodów służbowych, jest tego potwierdzeniem. W odpowiedzi UM podaje: „Przedmiotem działalności Zakładu Administracji Mieszkaniami Gminnymi Gminy Miejskiej Kłodzko sp. z o.o. w Kłodzku nie jest prowadzenie zarobkowej działalności wynajmu samochodów” i dalej „Prowadzenie zarobkowej działalności wynajmu samochodów nie jest uwidocznione w dziale 3 rejestru przedsiębiorców” i dalej „ Opłaty za parkowanie na parkingu położonym w Kłodzku przy ul. Czeskiej, zarządzanym przez ZAMG, dokonywane są w parkomacie, bez rejestrowania danych osobowych osoby wpłacającej, ani numeru pojazdu”. Nic dodać. Nic ująć.

Zdaniem moim, zarówno Zarząd ZAMG, jak i Burmistrz Miasta Kłodzka, przekroczyli swoje uprawnienia. Burmistrz podpisał umowę najmu pojazdu z „samym sobą”, co jest czynnością zakazaną, a Zarząd ZAMG dopuścił się niewłaściwego rozporządzania powierzonym mieniem gminy oraz narażenia spółki na wymierne straty finansowe. Krótko mówiąc. Mamy do czynienia z bezprawiem na szczytach władzy samorządowej kłodzkiego ratusza.

Dziś z pełnym przekonaniem powiedzieć mogę. Zawiodłeś Burmistrzu naszego zaufania. To nie ja muszę udowadniać, że Burmistrz najprawdopodobniej nie płacił za parkowanie wypożyczonego samochodu i to mimo tego, że w odpowiedzi na zapytanie Radnego Stanisława Bartczaka zapewniał, że bardzo zależało mu na zasilaniu budżetu Spółki miejskiej. To Burmistrzowi powinno zależeć na tym, aby takim jak ja, niedowiarkom jego uczciwości udowodnić, że opłaty wnosił i zgodnie z zapowiedzią, budżet Spółki miejskiej opłatami parkingowymi zasilał. Kto mu bronił kieszeń takimi dowodami wpłat wypełnić. W obu przypadkach, bez wątpienia, mamy do czynienia nie tylko z przekroczeniem uprawnień. Oba wypełniają znamiona czynu zabronionego i aż proszą się o złożenie zawiadomienia o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa.

Nie zawaham się i podejmę wspólnie z innymi, działania wynikające z obowiązującego prawodawstwa. Mówi ono: Art. 304 §1 Kpk. Każdy dowiedziawszy się o popełnieniu przestępstwa ściganego z urzędu, ma społeczny Obowiązek zawiadomić o tym prokuraturę lub Policję. Zwracam uwagę na zapis: ma społeczny obowiązek. W poczuciu tego obowiązku, zwrócę się do osób podobnie myślących, o złożenie zbiorowego zawiadomienia do Prokuratury o prawdopodobieństwie popełnienia przestępstwa nadużycia uprawnień oraz wykorzystywania zajmowanego stanowiska publicznego dla osiągania korzyści własnych.

                                                                                                  Zygmunt Jakubczyk

ZAWIEDZIONE NADZIEJE

Chcecie wierzcie. Chcecie nie wierzcie. Choć byłem jednym z tych, którzy organizując Referendum w 2012 o odwołanie Burmistrza Bogusława Szpytmy i Rady Miejskiej, (jak mniemam) znacząco przyczynili się do jego porażki wyborczej w wyborach samorządowych na Burmistrza Miasta Kłodzka w 2018 r. Żywiłem nadzieję, że wybór jego osoby na radnego Rady Miejskiej, przyniesie miastu znaczące ożywienie zarówno w sferze polityki gospodarczej, jak i społeczno-organizacyjnej.

Nadzieja ta wywodziła się z założenia, że kto, jak kto, ale właśnie On, mając mieszkańcom Kłodzka wiele do udowodnienia, że miastem można zarządzać nie tylko racjonalnie i z perspektywą rozwoju, ale przede wszystkim bez partyjniactwa i lokalnych koterii, przynajmniej starał się będzie, aby to udowodnić. Bardzo liczyłem na to, że będąc niekwestionowanym liderem grupy radnych, stworzy na forum Rady siłę kontrolującą wszelkie poczynania władzy lokalnej, ze szczególnym uwzględnieniem wszystkich tych poczynań, które w powszechnej opinii mogą być uznawane, za nieprawidłowe i naganne.

Poczułem dość duży zawód. Wynika on z braku reakcji owej grupy radnych na nominowanie nowego członka Rady Nadzorczej spółki będącej własnością gminy. Decyzja obecnego Burmistrza podjęta została nie tylko bez zasięgnięcia opinii Rady i z naruszeniem dobrego obyczaju, ale bez racjonalnego uzasadnienia, o zgodzie nie wspominając. Miało być tak pięknie, przejrzyście i uczciwie, a jest jak zwykle. Czyżby ciężar przedwyborczych frazesów przytłoczył do tego stopnia, że usadowiwszy się wygodnie i głęboko w radcowskich fotelach uznano, że dla przytulenia niewielkiej diety, ciężar zbyty duży i wysilać się nie warto. Takie założenie i postawy byłyby dla mieszkańców miasta, delikatnie mówiąc, mało obiecujące, a nawet pesymizmem wiejące.

Próbuję znaleźć przyczynę tego stanu rzeczy. Jedyne nasuwające się wytłumaczenie to, duża absorpcja zaangażowania w kampanię wyborczą, najpierw do Parlamentu Europejskiego, później krajowego. Żywię nadzieję, a właściwie chciałbym ją żywić, że nazwijmy to, chwilowe zawirowanie, spowodowane powyżej podanymi przyczynami wyborczymi, jest za nami. Powiedziałbym, weźcie się w garś!

Przed Radą stają wcale nie małe problemy, które już dziś trawią i zapewne trawić będą miasto przez najbliższe miesiące. Wystarczy przeczytać Gazetę Kłodzką, w której, jak na patelni podane są sprawy włos na głowie jeżące.

 Ot, choćby taka. „Obyczajówka w magistracie”. Naprawdę mało obchodzi mnie to, czy Burmistrz kocha swoja żonę, czy już kochać przestał. Interesuje mnie natomiast to, że za brak małżeńskiej miłości, konsekwencje najprawdopodobniej ponieść ma siostra żony Burmistrza-szwagierka. Tu pytanie, dlaczego? i jakie miałoby być tego merytoryczne uzasadnienie, że głośno w magistracie mówi się o zakończeniu umowy najmu lokalu, w którym szwagierka prowadzi działalność gospodarczą. Jedno w tym wszystkim musi być pewne. Prywatne sprawy Burmistrza i idące za tym rodzinne rozgrywki nie mogą i nigdy nie powinny być przenoszone na forum Urzędu Burmistrza, bo ten nie jest jego prywatnym folwarkiem.

Powtórzę! Weźcie się w garść i brońcie miasta przed postępującą prywatą obecnego Burmistrza Michała Piszki.

                                                                                                  Zygmunt Jakubczyk

Śmierć zupełnie niepotrzebna

Niektóre historie, są na tyle ważne, że warto je, nawet po upływie pewnego czasu, publicznie relacjonować.

W maju 2018 roku na krytej pływalni w Kłodzku, zdarzył się tragiczny wypadek. Wskutek zbiegu nieodpowiednich okoliczności, zmarł na drugi dzień po wypadku młody człowiek. Winą za tą tragedię dyrekcja pływalni a następnie prokuratura, obciąża jednego z ratowników.

Po uważnym przeanalizowaniu materiałów dotyczących tego tragicznego wydarzenia nie trudno, oprzeć się przekonaniu, iż obarczenie winą i błędem ratownika ma jedynie na celu pozakrywać niekompetencje, wręcz nieudolność i niefachowość w zarządzaniu kłodzką pływalnią przez pana dyrektora, Konrada Stańczyka-Biernackiego a także zaciemnić jego beztroskę, i lekkomyślność jaką wykazał się przed wypadkiem i po wypadku. Natomiast jego bezpośredni przełożony, pan dyrektor ZAMG,Tomasz Pełyński nie widzi problemu.

Zauważalne jest, iż dyrektor pływalni usiłuje po tym wypadku robić wrażenie człowieka przebiegle aktywnego a jego przemyślne wypowiedzi robią z niego sprytnego fachowca. Nie mówi prawdy o organizacji pracy ratowników a jego nieudolnie konfabulacje z czasem się odsłaniają. W świetle zaistniałych faktów widać, jak na dłoni, iż zrzucanie winy za wypadek i śmierć młodego człowieka na jednego z ratowników kłodzkiej pływalni, jest brutalną próbą znalezienia kozła ofiarnego. Warto zauważyć, iż poszkodowany był osobą wysportowaną umiejącą pływać i nurkować na bezdechu długie odległości, którego dążeniem było zostać żołnierzem Legi Cudzoziemskiej.

Historia ta przypomina mi przygody Euklidesa z powieści Stefana Themersona, który był osłem. Euklides nie Themerson. Otóż, Pan dyrektor Stańczyk- Biernacki a także oskarżyciel publiczny, prowadzący tą sprawę, zaprezentowali, nad czym szczerze ubolewam, obraz rozpadu logiczno-racionalistycznej wizji świata, którym w rzeczywistości rządzą chaos przypadku i naga, bezrozumna siła.

Sprawa jest interesująca, ponieważ rodzi się podejrzenie, że ktoś oprócz dyrektora pływalni, chce zachować w cieniu przeszłość, nomem omen, Stańczyka, który jak nasz legendarny średniowieczny błazen, tyle tylko, że mało dowcipnie i wcale nie szyderczo, zakpił sobie ze swojego władcy, Michała Piszko, burmistrza Kłodzka i jego dworzanina, Tomasza Pełyńskiego, szefa ZAMG.

Pan Stańczyk-Biernacki to, umiarkowanie bezbarwna postać, mimo, iż ma przeszłość mroczną. Mroczną dla niego, ale tragiczną dla jego podopiecznej, która ponad dziesięć lat temu, będąc pod jego opieką instruktorską uległa tragicznemu w skutkach wypadkowi podczas kursu wspinaczkowego, który jako instruktor prowadził, pan Stańczyk-Biernacki. Dziewczynka wówczas, dzisiaj dorosła kobieta, od chwili wypadku porusza się na wózku inwalidzkim. Niepokojące jest to, jakim cudem człowiek, który ma taką przeszłość, bez kwalifikacji zawodowych i referencji otrzymał umowę na zarządzenie naszą miejską pływalnią.

Nawiązując do tematu Panie Burmistrzu, Michale Piszko, Panie Prezesie Tomaszu Pełyński – wiem że kierownicze funkcje, są lepiej płatne, jednakże na miłość boską, człowiek przez waszą krótkowzroczność i lekkomyślność przy mianowaniu dyrektorem pływalni pana Konrada Stańczyka-Biernackiego – stracił życie. Na domiar złego wasz nominat nie umiał antycypować w tych tragicznych zdarzeniach. Według mnie, są w Kłodzku ludzie posiadający wykształcenie i referencje do zarządzania pływalnią.

Pan Konrad Stańczyk-Biernacki z wykształcenia, jest tylko technikiem leśnikiem i miał ambicje ukończyć kurs menadżerski. Czyżby ten intelektualny wysiłek, wystarczył panie Prezesie Tomaszu do tego, aby powierzyć mu stanowisko dyrektora pływalni? Odpowiedź na to pytanie pozostawiam bez komentarza.

Niestety, pan Konrad nie posiada także kalifikacji zawodowych, czyli ukończonych kursów z zakresu ratownictwa wodnego. Jest, jedynie młodszym ratownikiem, co pozwala mu na bycie, zaledwie – asystentem ratownika nie uprawniając go do pracy zarobkowej. Nie posiada także doświadczenia w sposobie organizowania pracy w zarządzaniu nieruchomościami lub zarządzaniu zasobami ludzkimi.

Skutkiem braku tej podstawowej, elementarnej wręcz wiedzy, jest zła, wręcz naganna organizacja pracy. Zwłaszcza w zakresie przestrzegania przepisów BHP, w szczególności dotyczących wentylacji, hałasu oraz oświetlenia w hali basenowej. Szereg drastycznych naruszeń przepisów przez dyrektora pływalni, koniec końców, doprowadził do tragedii. Życie stracił młody człowiek. Ale w żadnym, razie za ten wypadek ze skutkiem śmiertelnym, nie ponosi winy oskarżony o niedopełnienie obowiązków ratownik.

To dzięki jego i pozostałych ratowników, szybkiej reakcji i umiejętnościom, przywrócono czynności życiowe Adamowi R. Przybyły na miejsce lekarz medycyny potwierdził, że tylko dzięki ich profesjonalnemu działaniu, Adam R. opuścił, co prawda na noszach, ale żywy, kłodzką pływalnię. Zmarł dopiero na drugi dzień w szpitalu. Sekcja zwłok wykazała, że nie utonął, lecz zmarł na wskutek niewydolności organizmu. Być może powodem zasłabnięcia w basenie było za wczesne wejście do basenu po saunie i przeforsowanie organizmu długim przebywaniem pod lustrem wody oraz jego historia chorobowa.

Analizując uważnie taktykę oskarżyciela publicznego dochodzę, do wniosku, iż zarzuty dla ratownika zostały nie za bardzo przemyślane. W tej sprawie krajobraz prezentowany przez dyrekcję pływalni i prokuraturę, usilnie próbuje, być zamglony w oparach chloru.

Niestety, nie podzielam zarzutów i opinii oskarżyciela publicznego w sprawie wypadku z dnia 10 maja 2018 roku – moim zdaniem ratownik to, też człowiek, który nie jest w stanie skoncentrować uwagi na czynnościach obserwacji i obsługi urządzeń basenowych, którymi obarczył go dyrektor pływalni.

Pan prokurator, prowadzący dochodzenie w tej sprawie, przypomina mi średniowiecznego alchemika, któremu zapodział się gdzieś kamień filozoficzny a jego działaniami rządzi filozofia spekulatywna, mająca w dodatku naturę zdolną, jedynie do odtwarzania, nie do końca sprawdzonych faktów i ich przyczyn.

Myśl ta popchnęła mnie do rzeczy ryzykownej. Otóż ośmieliłem się zadać Prokuraturze Rejonowej w Kłodzku kilka pytań, które prezentuję poniżej.

Prokuratura Rejonowa w Kłodzku
ul. B. Chrobrego 20
57-300 Kłodzko

Dotyczy: Wypadku na krytej pływalni w Kłodzku, jaki miał miejsce w dniu 10 maja 2018 roku.

            Prawdapress zbierając materiały do publikacji artykułu dotyczącego wyżej wspomnianego wypadku prosi, zgodnie z Ustawą Prawo Prasowe, o udzielenie odpowiedzi na następujące pytania:

  1. Czy, prokuratura wszczęła swoje dochodzenie z mocy prawa, czy też, otrzymała zgłoszenie o możliwości popełnienia przestępstwa? Jeżeli otrzymała takie zgłoszenie to, kto był jego autorem.
  2. Czy, Dyrektor basenu pan, Konrad Stańczyk-Biernacki, posiadał w chwili wypadku, wymagane prawem wykształcenie i uprawnienia niezbędne do kierowania takim obiektem?
  3. Dlaczego, nikt nie zwrócił uwagi na fakt, iż po wypadku zarządzający pływalnią pan Biernacki, nie zwrócił się do Policji z żądaniem zbadania wody na okoliczność zawartości chloru, co w przypadku znacznego przekroczenia jego normy, mogło być jedną z przyczyn wypadku? 
  4. Czy, prawdą jest, iż sekcja zwłok Adama Rynkowskiego wykazała w jego organizmie zawartość środków psychotropowych i innych substancji chemicznych, które mogły mieć wpływ na stan zdrowia i sprawność psychofizyczną pana Rynkowskiego?
  5. Ratownicy pełniący w owym czasie dyżur na pływalni przywrócili czynności życiowe panu Adamowi Rynkowskiemu i przekazali go żywego ratownikom medycznym i służbie zdrowia, która nie była wstanie skutecznie zachować go przy życiu. Czy, prokuratura, z racji tego, że pan Rynkowski zmarł nie na pływalni, tylko w szpitalu podjęła czynności wobec pracowników służby zdrowia, mające na celu wyjaśnienie, okoliczności jego śmierci?
  6. W czasie tego tragicznego wypadku na hali basenowej był obecny ratownik pan Cezary W., który podczas nieobecności drugiego ratownika, jak stwierdza ekspert, grał w piłkę i nie zwracał uwagi na to, co dzieje się w części sportowej pływalni. Czy, również jemu zostały postawione zarzuty? Jeżeli nie to, dlaczego.
  7. Czy, prokurator prowadzący dochodzenie, zlecając pani Michniewicz sporządzenie opinii, zadał jej pytanie, czy jest na liście biegłych sądowych? Jak dowiedziała się Prawdapress, kadencja pani dr. Iwony Michniewicz, jako biegłego sądowego, która opiniowała całe zdarzenie, zakończyła się w roku 2017.
  8. Czy, Prokuratura posiadała wiedzę o praktyce zawodowej pani dr. Iwony Michniewicz w zakresie jej doświadczenia praktycznego dotyczącego ratownictwa wodnego? Czy, wiedza pani doktor, jest jedynie teoretyczna?
  9. Dlaczego z listy biegłych sądowych wybrano biegłego, któremu zakończyła się kadencja i dlaczego był on z Kalisza?
  10. Dlaczego, Prokuratura nie powołała biegłego z zakresy nurkowania?
  11. Dlaczego, nie został powołany biegły z zakresu BHP, który mógłby określić wymogi ryzyka zawodowego dla ratowników wodnych, to jest, uciążliwość hałasu, oparów, substancji chemicznych zawartych w wdychanym powietrzu, temperatury powietrza i stresu?
  12. Czy, Prokuratura zwróciła uwagę na fakt, iż Dyrektor pływalni nie stworzył właściwych, zgodnych z przepisami, warunków pracy dla ratowników?
  13. Czy, Prokuratura wzięła pod uwagę, iż Dyrektor zatrudnił tylko dwóch ratowników na obiekcie, gdzie minimum określone w przepisach mówi o, co najmniej trzech ratownikach.?
  14. Czy, pan Prokurator, który prowadził dochodzenie miał wiedzę, że ze względu na oszczędności wentylacja na pływalni, jest cyklicznie wyłączana, co może mieć bardzo duży wpływ, nie tylko na samopoczucie klientów, ale także, co niezwykle istotne, na samopoczucie i percepcję wzrokową ratowników przebywających w dusznej, wypełnionej wyziewami chloru, atmosferze przez osiem godzin trwania zmiany?
  15. Czy, Pan burmistrz Michał Piszko i prezes, ZAMG pan Tomasz Pełyński, powołując na stanowisko dyr. pływalni pana,Konrada Stańczyka-Biernackiego, posiadali wiedzę dotyczącą posiadanych przez niego uprawnień, wykształcenia i doświadczenia w zakresie kierowania tego typu obiektami.

Na powyższe pytania Prokuratura odpowiedziała mi wymijająco, aczkolwiek niezwykle wytwornie: „W odpowiedzi na pismo do Prokuratury Rejonowej w Kłodzku dnia 30 października 2019 r. uprzejmie proszę o jego uzupełnienie przez wskazanie, iż jest Panu uprawniony do otrzymania informacji w trybie ustawy z 26 stycznia 1984r. Prawo prasowe.”(pisownia zgodna z oryginałem).

A co z Ustawą z dnia 6 września 2001 roku, o dostępie do informacji publicznej?

            W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tym, że problemem nie jest to, że czasem wdepnie się w gówno. Kłopot pojawia się w tedy, gdy wdepnie się w nie, jednym tylko butem. Albowiem pojawia się wówczas ,śliski i brzydko pachnący brak symetrii.

                                                                          Mirosław Rudziński – Gappa.

JESTEM NIEWINNY

Przypomnę tu treść Porozumienia uzgadnianego z Komitetem Wyborczym REFERENDALNI 2012.

Takiego wrażenia oczekuje zapewne Burmistrz Miasta Kłodzka Michał Piszko po konferencji prasowej z dnia 8.04.2019 r. Mam daleko odmienne wrażenie i opieram je nie tylko na wskazaniu postępującej amnezji Pana Burmistrza, ale także daleko idącej ignorancji dla poszanowania zasad prawnych demokratycznego państwa prawnego.

  1. 1.  Wspólne działanie na rzecz promocji i wspierania kandydata Michała Piszkę w II turze wyborów na Burmistrza Miasta Kłodzka.
  1. 2.  W przypadku uzyskania wyniku wyborczego dającego mandat Burmistrza Miasta Kłodzka, strony realizując przedwyborcze zapowiedzi zlecą niezależnemu podmiotowi wykonanie audytu określającego kondycję finansów miasta. 
  1. 3. Pozytywny wynik audytu stanowić będzie podstawę dalszej realizacji proponowanych działań, realizujących ustalone wspólnie działania programowe, organizacyjne i inne wspólnie ustalone.
  1. 4.  Negatywny wyniku audytu stanowić będzie podstawę do podjęcia daleko idących działań oszczędnościowych oraz do wystąpienia do premiera RP z wnioskiem o powołanie Komisarza włącznie.

Burmistrzem został wybrany, ale jakoś szybko zapomniał o dotrzymaniu danego słowa. Co więcej? W ocenie partnerów doszliśmy do wniosku, że bardzo szybko wszedł na ścieżkę postępowania swego poprzednika. Chcecie dowodu? Oto on. Dalsza dyskryminacja podmiotu gospodarczego „Akademia Przedszkolaka”, któremu wypłacano znacznie zaniżone należne subwencje oświatowe. Burmistrz tłumaczył się, że nie wykonał audytu, bo kosztowałoby to miasto ponad 100 tysięcy złotych. Dla nas ważniejsze było to, że sporządzony audyt finansów miasta mógłby być podstawą do postawienia zarzutów niegospodarności i przekroczenia uprawnień przez poprzedniego włodarza miasta.

Dlaczego Burmistrz Piszko tego nie zrobił? Odpowiedziałbym, ale się wstydzę. To zaniechanie skutkowało konsekwencje, o których słów kilka. Nie postawienie poprzednika w stan oskarżenia z ewentualnością skazującego wyroku sądowego spowodowało, że w świetle obowiązującego prawa poprzedni włodarz miasta jest niewinny. Wobec tego miał prawo do korzystania z dobrodziejstwa obowiązującego kodeksu wyborczego i uzyskał mandat radnego Rady Miasta Kłodzka obecnej kadencji.

Na miejscu P. Szpytmy wytoczyłbym Burmistrzowi Piszce proces sądowy o naruszenie dóbr osobistych. Powinien, bowiem wiedzieć, że osoba nieskazana prawomocnym wyrokiem w świetle prawa jest niewinna. Żeby było śmieszniej, sam się do tego przyczynił. Można byłoby tak rzec. Szkoda mu było wyasygnować na zapłatę za wykonanie audytu 100 tysięcy. Teraz miasto zapłaci właścicielowi młyna odszkodowanie przekraczające 11 milionów.

To jeszcze nie wszystko. Zabrakło mi na tej konferencji jednego pytania. Ile miasto Kłodzko zalega dziś z płatnościami innym podmiotom gospodarczym. Z kim toczy procesy sądowe z tytułami roszczeń i jakie są to kwoty. Podejrzewam, że ogólna ich kwota sięga dziś wartość około 20 milionów złotych, co według znawców przedmiotu jest w stanie rozwalić budżet miasta Kłodzka.

Pojadę tu klasykami. Przez ostatnie 5 lat niewiele zrobiono, aby rozwiązać problem związany z likwidacją młyna. Pracę straciło wiele osób. Miasto straciło młyn, a teraz przyjdzie miliony stracić. Podtrzymuję twierdzenie. Widmo Komisarza coraz bliżej.

                                                                                                Zygmunt Jakubczyk

NO NIE MOGĘ!

O rozsądek, wyobraźnię i odwagę w swym fejsbukowym wpisie w sprawie listu Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, dotyczącego dzierżawy obiektu Zamku na Szczytniku, na potrzeby Domu Pomocy Społecznej Dla Osób z Ciężkim Upośledzeniem Umysłowym, nawołuje niedawny kandydat na Burmistrza Miasta Kłodzka Dariusz Mikosa. Zdobywszy się na odwagę stawia pytania, których nie stawiał wówczas, gdy był na to stosowny czas i sam zasiadał w Radzie Powiatu Kłodzkiego. Dziś mówić mogę. Miałem rację. Nie o dobro miasta Kłodzka, lecz o interes własny chodziło. Myślę, że doskonałym uzupełnieniem takiego poglądu może być również felieton publikowany w http://klodzko.prawdapress.info/ „Jeden Szeryf Na Jednego Mieszkańca”. Chciał jeszcze zadać parę innych pytań, ale uznał, że przed ich zadaniem należałoby je dobrze omodlić. Dosyć się namodliliście!. Efektem tego modlenia było rozdrapanie majątku Skarbu Państwa ogromnej wartości przy udziale sławetnej Komisji Majątkowej. Teraz to już samo okadzenie wystarczyć powinno.

Wielokrotnie pisałem w sprawie DPS Szczytna. Dziś czytam wypowiedzi forumowiczów i nie mogę, po prostu nie mogę, nie potrafię i nie chcę milczeć. Sprawą zajmowałem się, gdy byłem Posłem na Sejm RP II Kadencji. Do dziś w moim posiadaniu jest parę wycinków artykułów prasowych publikowanych w sprawie. Osobiście jeden z artykułów zatytułowałem „Sztandarowy Przekręt kościelny”.

Moja interwencja skutecznie uniemożliwiła bezprawne przekazanie majątku Skarbu Państwa ogromnej wartości na rzecz Zgromadzenia Misjonarzy Świętej Rodziny, które wystąpiło z bezpodstawnym roszczeniem do ówcześnie działającej Komisji Majątkowej. Czego nie udało się uzyskać ZMSR w 1996 roku, wydarto Skarbowi Państwa, a właściwie kłodzkiemu samorządowi powiatowemu w 2006 roku.

Żeby było śmiesznie, to cały majątek wielomilionowej wartości w postaci Zamku i to za darmochę, przekazano wspomnianemu Zgromadzeniu. Żeby było jeszcze śmieszniej, to już nie za darmochę, a za stosowną opłatę dzierżawną Starostwo Powiatowe dzierżawiło i nadal dzierżawi Zamek na potrzeby Domu Pomocy Społecznej. W końcu doszło do takiej śmieszności, że to Zgromadzenie, już jako prawowity właściciel, złożył ofertę odkupu Zamku Starostwu Kłodzkiemu za kwotę bagatela 15 milionów złotych. Tacy oni byli uczciwi. Dostali za darmochę, a oddać chcieli za 15 baniek. Dziś zadecydowali wydzierżawić jakiejś tam fundacji, która to z kolei wydzierżawi Starostwu Powiatowemu i wszystko będzie ok. Teraz już nikt nie będzie psioczył na Zgromadzenie Misjonarzy Świętej Rodziny, że łupią Starostwo za dzierżawę Zamku, który bezprawnie dostali, a Starostwo nadal będzie zatrudniać ponad 80-osobowy personel znajomków na potrzeby Domu Pomocy Społecznej, w którym przebywa 110 pensjonariuszy z ciężkim upośledzeniem umysłowym.

Na dobrą sprawę. Nie Zgromadzeniu Misjonarzy Świętej Rodziny należy dziś zadawać pytania o dalsze losy Domu Pomocy Społecznej w Szczytnej. Te pytania powinny być postawione tym, którzy dopuścili do bezprawnego przekazania Zamku na Szczytniku. Gdzie wtedy byłeś były Starosto Kłodzki Dariuszu Mikosa!.

Zygmunt Jakubczyk

Siła i honor

Bohater słynnej powieści „Moskwa Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa, niezwykle doświadczony degustator trunków rozmaitych twierdził, iż na dobry początek dnia nie ma nic lepszego jak szklaneczka żubrówki. Ludzkość, bowiem lepszego wywaru podobno jeszcze nie wymyśliła. Zdania w tej materii od lat są jednak podzielone.

Osobiście skłaniałbym się bardziej ku teorii, którą wyrazić można nie mniej słynnym zdaniem, jak tym o żubrówce a mianowicie – „Czy myślisz raczej o szklaneczce w połowie pełnej, czy o szklaneczce w połowie pustej”. To zależy, co jest w szklaneczce – odpowie każdy prawdziwy mężczyzna, myśląc po cichu, że byłoby całkiem nie źle, gdyby rzeczona szklaneczka, choćby tylko do połowy, ale za to wódką z górnej półki, była wypełniona.

Kobiet z racji, że są puchem pięknym i pysznym o niezwykle wysublimowanych podniebieniach, nie zachęcam do delektowania się np. czystą wódką z orkiszu. Magiczny ten płyn z pasją tworzony jest z nieco zapomnianej już dzisiaj „wąsatej” pszenicy, która była wielce ceniona przez starożytnych Rzymian i Germanów Podobno zanim pozwolono gladiatorom walczyć, zwyciężać i ginąć w piachu Colosseum, karmiono ich ową pszenicą, bo dzięki niej zyskiwali nadludzką siłę.

Nie mam pewności, co do tej nadludzkiej siły po jednej, czy też dwóch szklaneczkach do połowy jedynie wypełnionych, ale głęboko wierzę, że lekki zapach apetycznego spirytusu i posmak starego zbożowego spichlerza z nutką młodego drewna czereśni pozwoli, oczywiście tylko prawdziwym mężczyznom docenić, choćby tylko w Noc Sylwestrową, aromat i smak swoich kobiet.                                                                                                   

W niezmiennie najpiękniejszej myśli o tej piękniejszej części gatunku homo sapiens.  

                                                                                                                   Andrzej Kuc